piątek, 7 sierpnia 2015

Nowe ustalenia na temat składu sił polskich w bitwie żółtowodzkiej i korsuńskiej

W 2 numerze Przeglądu Historyczno-Wojskowego z tego roku ukazał się mój artykuł: Skład sił polskich nad Żółtymi Wodami i pod Korsuniem w 1648 roku (s.39-62). Polemizuję w nim z ustaleniami i domysłami Wiesława Majewskiego i Witolda Biernackiego, a także uzupełniam je o nowe dane.
Najistotniejszym ustaleniem jest redukcja sił Jeremiego Wisniowieckiego w wyprawie korsuńskiej z 800-1000 etatów do około 100 koni. Wszystko oczywiście poparte materiałem dowodowym w postaci cytatów z dokumentów z epoki.
Na stronie internetowej:
http://wceo.com.pl/index.php/przeglad-historyczno-wojskowy/124-zawartosc-numerow
można znaleźć wersję cyfrową numeru wraz z artykułem:
http://wceo.com.pl/images/Dokumenty/WBBH/PHW/PHW%202-2015_int.pdf

Niestety przy składzie numeru wystąpił jakiś błąd, bo z artykułu zniknął jeden z przypisów (nr 2 na załączonym obrazku), co może powodować problem ze zrozumieniem przypisów nr 98 i 103.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Wiersz o z zwyciestwie Wiśniowieckiego nad Krzywonosem

Na temat bitwy pod Konstantynowem 26 i 28 lipca 1648 roku znalazłem interesujący fragment w dłuższym utworze poetyckim z 1649 roku. Opis bitwy poprzedza krótkie, choć podniosłe omówienie odwrotu księcia z Zadnieprza, które postanowiłem także przytoczyć. Warto dodać, że wiersz nie tylko dobrze się czyta ale i podane w nim informacje są wartościowe dla omówienia tej bitwy:

W takim widać zapale/ jako Wiśniowiecki
Tabor z ognia takiego wywodzi Szlachecki
A przeszedłszy w tę stronę Dniepr/ z garścią choć małą
Gromi/ gdzie się czas poda/ z nią mnogość zuchwałą
Zewsząd go swawoleństwo ciśnie wyuzdane
A on piersi nastawia/ na służbę oddane
Tobie miła Ojczyzno. Aż Krzywonos srogi
Zawziętym swoim mnóstwem/ zawala mu drogi/
Posiłku Xiążę niskąd nie widząc słusznego/
Stawa w miejscu bezpiecznym dla warunku swego.
Gdzie Słucz/ rzekę w się biorąc błotnistą/ czyniła
Warunek Obozowi; Równia zaś/ życzyła
Do dzieła Marsowego przestrzeństwa/ konnemu
Lepszego Żołnierzowi/ niż chłopstwu pieszemu.
Następuje Krzywonos z Wojskiem wiarołomnym/
Gdzie przyszedł/ okrucieństwem krew lejąc ogromnym.
Sześć Pułków wiedzie wielkich/ w których po dziesiąci/
Ledwo nie w każdym/ chłopstwa rachował Tysięcy.
A widząc twoich Xiążę, garstkę ludzi małą/
Potopem na nich puści chałastrę zuchwałą.
Zagarną ci pierwszy szanc(1); zaczym zbespieczniali:
Prosto brną i przez rzekę/ ale wnet zuchwali
Doznają/ co męska broń w polu Polska umie/
Gdy ją męstwo odważne rządzi/ przy rozumie.
Pokaże Xsiążę Wojsko w polu zszykowane/
A chętne w bój Chorągwie staną zgotowane.
Lewe sam skrzydło wiedzie/ Prawe Wojewoda
Kojowski/ któremu Czyn Marsów jest ochłoda.
Korycki zaś z Osińskim/ i inszy trzymali
Srzednie Pułki/ a wszyscy serca zgotowali
Ochotne/ po Niedzielnym igrzysku (2)/ gdzie byli
Mnóstwa tego na milę siekąc już nadbili:
Też wojska/ toż i szczęście/ chłop swawolny męstwo
Poznał Rycerskie/ i dał nie trudne zwycięstwo.
Ginie w polu szarańcza/ jak muchy na miodzie/
A Xiążę krwią zbroczony/ prosto na nich jedzie
Pod Tabor/ gdzie strwożone chłopstwo/ już starszynę
Za tę/ wydać zwycięzcy/ gotuje się winę.
Lecz Parka nieżyczliwa/ tego szczęścia tobie
Nie życzyła Ojczyzno/ żebyś w onej dobie
Wielką część odprawiła Wojny: noc przychodzi/
Za której zaciemnieniem Wilk z sieci uchodzi (3).


(1) O szańcu tym nie wspomina żadne opracowanie ale wzmiankę o nim znajdziemy w liście uczestnika bitwy. Zob.: BUWr., rkps 1949/440, k.271v, Copia Listu od JM. P. Oboźnego Litewsk(iego Samuela Osińskiego): do JMP. Podczaszego Koronnego (Mikołaja Ostroroga) de data w Wilczynce die 2 Augusti 1648.
(2) Niedziela 26 lipca-dzień pierwszej bitwy, co zonacza, że wcześniejszy opis dotyczy drugiego dnia zmagań -28 lipca.
(3) Katafalk Rycerski Wielmoznemu Jego Mośći Panu Mikołaiowi z Dambrowice Firleiowi Staroscicowi Trembowelskiemu, Rotmistrzowi I. K. M, s.58-60.

sobota, 1 sierpnia 2015

Szybkość poczty w XVII w., cz.3

W Tekach Naruszewicza znajdujemy kolejny przyczynek do określenia szybkości kurierów (1). Są to "Punkta listu de data 21. augusti 1648. przed wieczorem ze Lwowa, przyszedł ten list dnia 25. augusta rano do Warszawy".
Zakładając, że "przed wieczorem" to najwcześniej godzina 15-ta, a "rano" to najpóźniej 11-ta okazuje się, że kurier na przebycie trasy potrzebował 3 pełne doby i 20 godzin.
Trasa wykreślona na google map dla pieszego, biegnąca stosunkowo prosto przez Tomaszów, Zamość, Lublin, Ryki, Garwolin i Otwock mierzy 379 km.
Z prostego dzielenia wynika zatem, że kurier przebywał w dobę co najmniej  99 km. Co najmniej, bo rano to równie dobrze mogła być i 6-ta i 7-ma, a przed wieczorem np. 17-ta.

(1) BCzart., rkps 142, s. 665.

sobota, 11 lipca 2015

Nerwy na polu walki na przykładzie starcia pod Rychwałem w maju 1863 roku

Oglądając filmy można sobie wyobrazić wojnę jako jatkę, gdzie po każdym niemal cięciu pada trup, a każda niemal kula jest celna. Tak oczywiście nie było. Dowodzą tego chociażby wspomnienia uczestnika walk powstania styczniowego na terenie Wielkopolski w 1863 roku – Pawła Wyskoty Zakrzewskiego, który służył w oddziale Edmunda Taczanowskiego. Najciekawszy pod tym względem wydaje się jego opis potyczki pod Rychwałem, stoczonej na początku maja. Zakrzewski został wysłany spod Rychwału w celu rozpędzenia Moskali konwojujących 2 wozy do Konina i przyprowadzenia tych wozów do obozu. Mjr Strzelecki, szef sztabu Taczanowskiego nakazał mu wziąć pluton kawalerii (25 koni) ale Zakrzewski wolał zebrać 15 ochotników z całego szwadronu (100 koni). Większość chętnych stanowili ludzie z dowodzonego przez niego plutonu, a już w drodze idący kłusem podjazd dogonił major Jaraczewski. Oddajmy teraz glos Zakrzewskiemu:
Patrzę przez szkła i widzę, że na szosie stoi 20 par dragonów-błuszczą ich muszkiety. Krzyknę więc: formuj się, lecz nie pewny jestem co robić, bo wozów dostrzec nie mogę. Ale Jaraczewski, jak ich dojrzał, zaraz marsz marsz na nich. Nie było już nad czem się zastanawiać, komenderuję więc: naprzód pędem, marsz.
Było od Moskali z 200 kroków. Dali do nad ognia, a potem w nogi. Nam nic się nie stało, dojechaliśmy ich na pierwszej wiorście[1]. Syrokomla, ten co proporzec nosił, przyłączył się także do nas. Był oczywiście bez lancy i sztandaru. Ów chłopiec pierwszy wpadł na dragonów. Jak łupnie na odlew pierwszego z brzegu, tak mu zaraz czaszkę od twarzy oddzielił. Jaraczewski przewiercił cały oddział moskiewski, szukając dowódcy. Ale gdzie tam, nie dogonił go.
Jak moi chłopcy zmieszają się z dragonami (choć prócz mnie i Jaraczewskiego było ich, pod słowem honoru, tylko 13-tu), jak zaczną rąbać, tak Moskale broń rzucają – Debandada kompletna. Ja gonię wachmistrza, co siedział na szpakowatym dońcu[2]. Dojeżdżam go i spuściwszy pałasz na temblak, chcę dragona za kark schwycić. Ten puszczając szaszkę odwraca się i pali mi z pistoletu prawie w twarz. Aż mi proch wąsy osmalił. Tak powiedzieć mogę boć strzelał o 1 ½ metra. Rozgniewałem się. Chwyciwszy za pałasz, pchnę nim mojego wachmistrza. Spadł z konia – myślałem, że go na wylot przebiłem, bom był chłop silny. Ze wstydem jednak przyznać muszę, że sztychem tym nie przedziurawiłem ma nawet szynela. Zajadę drugiego co podle mnie jechał. Jak tnę z rozmachem przez bermycę, spadł – ale też mu czapki nie przeciąłem. Tak to jest w gorącym boju. Zdaje się człowiekowi, że jest w stanie byka ściąć, a tu czasem ledwieby muchę zabił. Było tego wszystkiego nie dłużej jak kilkanaście minut. Na śmierć spadło 5, ciężko rannych 6, a 15 wzięliśmy do niewoli. Potem naładowaliśmy na wóz chłopski pełno pistoletów, pałaszy i muszkietów – koni zdobyliśmy 21. Z tą zdobyczą wracamy do obozu[3]
Mam oczywiście poważne wątpliwości co do tak wysokich strat rosyjskich, jak przedstawia Zakrzewski, niemniej opis ten pokazuje w jakimś stopniu jak działa psychika żołnierza w gorączce boju.
[1] Wiorsta = 1067 m
[2] Doniec – kozak doński, tutaj koń na jakim jeździli kozacy dońscy.
[3] P. W. Zakrzewski, Pamiętnik wielkopolskiego powstańca z 1863 roku, Poznań 1934, s.24-26.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Dwie relacje o zwycięstwie nad zbuntowanymi Kozakami pod Piątkiem w 1593 roku

Do starcia tego doszło w czasie pierwszej rebelii kozackiej w Polsce. Kozacy dowodzeni przez Krzysztofa Kosińskiego cofali się spod Ostropola przed maszerującymi z Konstantynowa siłami polskimi dowodzonymi przez wojewodę kijowskiego Konstantego kniazia Ostrogskiego. W końcu jednak zdecydowali się na stawienie oporu. Było to nasze pierwsze większe i od razu zwycięskie starcie z Kozakami.
Niestety nie za wiele o nim wiadomo. Najobszerniejszy znany mi i innym historykom opis dał współczesny wypadkom kronikarz Joachim Bielski:
Tegoż roku Kosiński, hetman Kozacki z Podlasia rodem, zebrawszy do pięciu tysięcy ludzi, czynił wielkie szkody na Podolu w majętnościach książęcia Ostrogskiego wojewody kijowskiego (...) Widząc tedy książę wojewoda kijowski, że ta swawola (która nie tylko jemu samemu ale wszystkiej Koronie za czasem wielkie niebezpieczeństwo mogła przynieść) inaczej pohamowana być nie mogła jedno mocą wszystką trzeba się jej było oprzeć: jął zbierać lud przeciwko jemu w Konstantynowie i gdzie indziej w Rusi, a książę Janusz, syn jego, dzisiejszy pan [kasztelan] krakowski w Polsce około Tarnowa i w Węgrzech.
A gdy już  z ludem ciągnęli, nie chciał ich w Ostropolu Kosiński (gdzie tam mieszkał) czekać, ale do Piątku, miasta drugiego książęcego ustąpił, jako na mijesce mocniejsze i bezpieczniejsze, i tam się okopał. A wszakże nie chcąc się tam dać oblec umyślił wyciągnąć w pole i dać bitwę;
przeto [Kosiński] część ludzi przed sobą wprzód wysłał; którzy by mu tabor na miejscu słusznym w polu postanowili. A to było w dzień Mariej Gromnic [Matki Bożej Gromnicznej-2 luty] tegoż roku pańskiego 1593 już po niektórych utarczkach, które przed tym miał wojewoda kijowski z nimi; na których się szczęściło Kosińskiemu. I przetoż ludzie jego [księcia] nie bardzo na ten czas nacierali na Kozaki: i owszem, poczęli im byli tył podawać. Aż gdy książę Janusz upomniawszy swe [ludzie], sam się przede wszystkimi wprzód potkał, dopiero się co żywo jęło suć i garnąć za nim: a naprzód kopijnicy kopiami uderzyli w nie [i] rozerwali je. co widząc oni drudzy, co już byli poczeli tył podawać, obrócili się znowu na nie. Zaczym ich na głowę porazili: tak iż mało ich co uszło, bo je w pogoni bili aż do samego miasta; i aż w bramę je wsiekli. Zginęło w tej potrzebie Kosińskiemu ludzi do trzech tysięcy. Dział mu też 26 wzięto i innej strzelby spolnej nie mało. Chorągwie niemal wszystkie potracił.
Przeto widząc, że o nim źle, bo go tam dobywać chciano, jął traktować. Także dnia 15 marc, puściwszy się na łaskę książęcia wyjechał z miasta i upadł u nóg książęciu, a prosił aby mu to wszystko odpuścić. I zgodzili się tym sposobem ...
Jak widzimy odwaga jednego z dowódców i użycie husarii miało decydujące znaczenie przy odniesieniu sukcesu.
Niewiele do tego wnosi relacja wójta z Wiśniowca, który w liście do Mikołaja Żółkiewskiego stwierdził, że:
Kozaków w bitwie tey która była za Cudnowem pod Piątkiem, zginęło więcej dwu tysięcy, a p. wojewody kijowskiego nie zginęło ludzi i dziesiątka człowieka, na co oczyma swemi słudzy pana mego patrzali, a strony trupa tak powiedzieli, a zwłaszcza ci, którzy w potrzebach bywali, że i pod Byczyną, w tak znacznej potrzebie połowicy trupa takiego nie było jako tam(2).
(1) Joachima Bielskiego dalszy ciąg kroniki polskiej zawierającej dzieje od 1587 do 1598 r., Warszawa 1851, s.188-189.
(2) Listy Stanisława Żółkiewskiego 1584-1620, Kraków 1868, s.26.

Dwie relacje o zwycięstwie pod Międzybożem w kwietniu 1649 roku



Do jednej z bitew pod Międzybożem na Podolu doszło w trakcie rozejmu polsko-kozackiego podczas buntu Chmielnickiego, w kwietniu 1648 roku. Kozacy podeszli pod miasto obsadzone przez siły polskie i zostali doszczętnie rozbici.
Wydarzenia te opisują najdokładniej, choć nie dość dokładnie jak dla mnie, dwa teksty źródłowe.
Pierwszą relacją jest fragment poematu z którego dowiadujemy się, że Kozacy:
Pod Międzybóż przyszedłszy/ gdzie był w ten czas męski
Stanął pułk Sieniawskiego: który właśniesz iego
Porucznika starszym znał/ Niezabitowskiego.
Z Gdeszyńskim młodszym; dziesięć mężnego Rycerstwa
Chorągwi tylko: którym/drogę do zwycięstwa
Dzielność prędszą podała, kiedy nie liczyli
Mnogości, a z niey na plac siedm tysiąc złożyli
Uciekaiąc zaś drudzy/ zchybiwszy przeprawy
Większey z śmierci topioney dostali niesławy[1].
Wiersz moim zdaniem kiepski ale informacje interesujące. Z kolei drugą relację znajdujemy w XVII-wiecznym kopiariuszu dokumentów:
Dnia wczorajszego przyszła tu[2] wiadomość, że znowu za zdarzeniem Bożym y fortuną zdarzył P. Bóg potrzebę naszym przeciwko temusz Chłopstwu, którego nastąpiło 7 Tysięcy. Naszych było 15 Chorągwi. P. Marek Gdesz[y]ński nie chciał czekać dalszych posiłków, resolvat się z P. N. Porucznikiem J.Mci P. Sieniawskiego na nich nastąpić z ludźmi JMP Sieniawskiego i pilną realną dali sobie bitwę, padło trupem Cztery tysiące chłopów, chorągwie nasze dla srogiego głodu na zad się wracaią, który panuie w Podolu y na Ukrainie[3].
Oczywiście panem N. był Aleksander Ludwik Niezabitowski, porucznik chorągwi husarskiej starosty lwowskiego Adama Hieronima Sieniawskiego.




[1] Katafalk Rycerski Wielmoznemu Jego Mośći Panu Mikołaiowi z Dambrowice Firleiowi Staroscicowi Trembowelskiemu, Rotmistrzowi I. K. M, s.132-133.
[2] Czyli do Warszawy, jak wynika z tytułu dokumentu.
[3] Nowiny z Warsawi de 1 May, Archiwum Państwowe w Gdańsku: 300,R/Ee,32, s.664-665.


sobota, 6 czerwca 2015

Zaradni kursorzy

Czytając rękopiśmienną księgę Marcina Golińskiego (1) natrafiłem na wzmianki przypominające mi niezwykłe losy dzielnych bohaterów książek Karola Maja, którzy nagminnie uchodzili z niewoli. Historie te jednak różnią się od tamtych tym, że wydarzyły się naprawdę. Niestety nie podają one szczegółów uwolnienia się posłańców.
Zacznijmy od tego, że 26 października, po nieudanym oblężeniu i wzięciu okupu, wojska kozackie z posiłkami tatarskimi odstąpiły od Lwowa i poszły na Zamość. W okolicy, w odległości dwóch mil (blisko 15 km) została jednak część wojsk nieprzyjacielskich, więc w praktyce miasto wciąż znajdowało się w oblężeniu.
Jak donosił ze Lwowa, listem z 3 listopada, Samuel Kuszewicz:
Mamy wiadomość, że w tych dniach Kursor Krakowski wpadł nad samym Lwowem w ręce Nieprzyiacielskie, z których potym uszedł y do Krakowa wrócił się.
 Kolejny posłaniec zdołał się jednak przedostać - wg tejże relacji:
Przyszedł w tych dniach z Krakowa Kursor od Paniey Robertowey do samego Pana posłany.
 Najtrudniejszą podróż miał kolejny posłaniec. Jak pisał dalej Kuszewicz:
Teraz gdy piszę przyszedł ipso momento Cursor z Warszawy, bez Listów, uciek[ł]szy z rąk Nieprzyiacielskich kilka razy na drodze będąc poimany.
Wreszcie kursor wyprawiony ze wspomnianym listem Kuszewicza musiał się przebić, skoro odpis jego listu trafił do księgi Golińskiego, który był rajcą kazimierzowskim (2).

(1) Zakład Narodowy im. Ossolińskich, rkps II 189, s. 162 - 166.
(2) Kazimierz - obecnie dzielnica Krakowa, niegdyś osobne miasto pod Krakowem.

Szybkość poczty w XVII w., cz. 2

26 maja 1648 roku doszło pod Korsuniem do bitwy, zakończonej w południe(1). Jej rezultat znany był w Łowiczu najpóźniej  5 czerwca, kiedy to krótki, informujący o niej, uniwersał napisał stamtąd prymas Maciej Łubieński (2). Podał przy tym taką informację:
Wziąwszy tej godziny żałosną i nieszczęsną nowinę o zniesieniu Wojska IchMść. PP. Hetmanów 26 May przez pogaństwo z Kozakami złączone ...
Z powyższych słów zdaje się wynikać, że prymas pisał to natychmiast po otrzymaniu informacji. Z Korsunia do Łowicza jest po drogach przez Białą Cerkiew, Żytomierz, Łuck, Lublin i Warszawę ok. 970-975 km. Oznacza to, że wieść o bitwie przebyła tę drogę w 9,5 (jeśli przyszła do Łowicza tuż po północy 4 na 5 czerwca) do 10,5 doby (jeśli przyszła tuż przed północą 5 na 6), co oznacza, że przebywała ok. 93-102 km na dobę.

(1) Tak przynajmniej donosił dragan-niedobitek, który stamtąd uszedł. Zobacz: Relacje wojenne z pierwszych lat walk polsko-kozackich powstania Bohdana Chmielnickiego okresu "Ogniem i mieczem", Warszawa 1999, s.120-122. Inne relacje mówiły o późniejszym zakończeniu bitwy ale nie ma tu miejsca na rozważania w tym względzie.
(2) Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego, sygn. 1949/440, k.229v.

wtorek, 2 czerwca 2015

Zakupy bardziej niebezpieczne niż szturm

Gdy oblężenie Zbaraża (10 lipca-25 sierpnia 1649 roku) dobiegało końca obrońcom brakowało jedzenia. Po ustaniu walk ale jeszcze w trakcie pertraktacji udali się zatem na targi do obozu nieprzyjacielskiego:
Die 23 augusti (w poniedziałek), wigilia świętego Bartłomieja Apostoła. My już in pace [w pokoju] kupujemy u Kozaków żywność i konie. Dzień pogodny, znajomi znajomych częstują gorzałką, chlebem, jabłkami. Hałasy jednak za zrywaniem czapek u naszych. Orda siła nieostrożnych zabrała; Kozacy też siła odarli, kto się mieszał między nich, nie mając znajomości. Noc w ostrożności, pogodna i spokojna (1).
Oczywiście dowództwo próbowało zapobiedz niebezpieczeństwu i 24 sierpnia:
zakazano puszczać naszych na Targi (2).
Niewiele to jednak pomogło i:
Die 24 augusti (we wtorek). Dzień świętego Barłomieja Apostoła pogodny. Kupujemy żywność, konie i bydło u Kozaków. Noc jednak w ostrożności (3).
Tegoż dnia:
Pan bełski [Andrzej Frilej] dwóch kazał rozstrzelać, iż poszli za wycieczki i za wały w jawne niebezpieczeństwo, tam gdzie do 200 wzięto w więzienie, a otrąbiono pod gardłem [by nie wychodzić] ale nie przyszło do effectu (4).
Co ciekawe straty w czasie targów były większe niż poniesione w czasie jednego z najgroźniejszych ataków kozackich, jaki nastapił 30 lipca w trakcie przenosin za nowe wały kiedy to:
siła naszych zabitych, więcej postrzelonych, pod sto wszys[t]kich (5).
Najpradopodobniej nawet w szturmie generalnym 13 lipca straty polskie były mniejsze od poniesionych na zakupach, gdyż poległo w jego trakcie jedynie kilkanaście towarzystwa. Wiedząc, że 30 lipca straty towarzystwa w zabitych i rannych wyniosły 30 osób przy 100 zabitych i rannych ogółem (6) możemy przypuszczać, że i 13 lipca straty obrońców wynosiły około 100 lub więcej osób, w każdym razie najprawdopodobniej mniej niż 200.

(1) Akta Anni 1649 pod Zbarażem Nowym albo raczej diariusz..., w: Relacje wojenne z pierwszych lat walk polsko-kozackich powstania Bochdana Chmielnickiego okresu "Ogniem i mieczem" (1648-1651), Warszawa 1999, s.161.
(2) Diariusz rzeczy w Woysku naszym ad Decima octava Juny, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, rkps II 9538, s.19.
(3) Akta Anni 1649 ..., s.161.
(4) Diariusz rzeczy..., s.20.
(5) Diariusz rzeczy, s.9-10.
(6) M. Rogowicz, Bitwa pod Zbarażem 1649, Oświęcim 2013, s.118, 129.

poniedziałek, 25 maja 2015

Uskrzydlony kozak

Osoby, które interesują się historią wojskowości polskiej wiedzą o używaniu skrzydeł przez husarzy. Być może niektórzy też widzieli obraz przedstawiający jeźdźca tatarskiego z takową ozdobą. Jednak mało kto wie, że i nasza jazda lekkozbrojna, zwana kozakami (1), a później pancernymi, mogła mieć skrzydła.
Wertując, na prośbę kolegi, księgę van Boota (1) znalazłem poniższy obrazek:






Po uzbrojeniu wydaje się, że przedstawia on kozaka, ewentualnie lisowczyka.

(1) Nie mylić z buntowniczymi Kozakami zaporoskimi !

(2) Iournael, Vende Legatie, gedaen inde Iaren 1627. en 1628. ... .

Przyczyny klęski korsuńskiej w 1648 roku

Dziś wpis rocznicowy.
W dniach 25-26 maja 1648 roku doszło do bitwy pod Korsuniem w wyniku której armia koronna została doszczętnie rozbita. Niestety w swej książce na ten temat Biernacki (1) tylko częściowo zacytował zdanie Adama Hieronima Sieniawskiego, który dowodząc tam pułkiem został wzięty do niewoli. Wkrótce został z niej wypuszczony w zamian za obietnicę okupu i znalazł się we Lwowie, gdzie spotkał się m. in. z podczaszym koronnym Mikołajem Ostrorogiem, który w swym liście przytoczył opinię Sieniawskiego na temat przyczyn tragedii.
Myślę, że warto podać ją w całości, gdyż daje analizę możliwości obrony i bardzo dobitnie akcentuje przyczyny pogromu (2):

to poszło za złą radą i małem Sercem Jego Mości Pana krakowskiego [czyli kasztelana krakowskiego Mikołaja Potockiego], który gdy by był serca nie tracił, a trwał na dobrym miejscu, kędy się byli okopali, i mieli munitią Woienną, także żywność na dwa albo na trzy miesiące, mogli się bronić i wstręt nieprzyjacielowi uczynić, a to osobliwie musieli by byli Tatarzy ustąpić z pola. Ale Jego Mość Pan krakowski nie chciał słuchać rady Starego Żołnierza ale osób nie wiadomych, ustąpił z tego miejsca na gorsze tylko Taborem się okrywszy. W lesie jednym na błotach (kędy nieprzyjaciel wyciął sztukę tego lasu), a poniektórych rowach nakładł [wróg] chruściny, któredy było trudno uchodzić, zwłaszcza konnemu, którzy tak byli ściśnieni, owo zgoła nieśmiałość Pana Hetmana i drugim Serce straciła choć z dobrym i świadomym żołnierzem, których także zabrono sine ulla resistentia [bez najmniejszego oporu], wszystkich prawie pieszych, gdyż nie mogli dla tej przyczyny koni używać”.
Jak widać to nie sposób w jaki przeprowadzono odwrót ale sama decyzja o jego podjęciu była przyczyną klęski. Warto w tym kontekście dodać, że Mikołaj Potocki w młodości brał udział w odrocie w taborze spod Cecory w 1620 roku. Tam Polacy, przebijając się z powodzeniem przez wojska tatarskie, wycofywali się z Mołdawi w kierunku granicy polskiej. Dopiero już nad granicą polską, w wyniku tumultu w samym taborze, doszło do pogromu sił koronnych. Być może hetman sądził, że i jemu uda się wyprowadzić w ten sposób tabor spod Korsunia. Zupełnie przy tym jednak nie uwzględnił różnicy w składzie wojsk wroga spod Cecory i spod Korsunia. O ile pod Cecorą gros sił przeciwnika stanowiła jazda tatarska, a piechota była najpradopodobniej jedynie w nielicznym wojsku tureckim, gdzie mogła stanowić 1000 ludzi, to pod Korsuniem oprócz licznej jazdy tatarskiej była także liczna piechota kozacka i to nieźle uzbrojona, gdyż jej gros (6000) stanowili regestrowi, którzy przeszli na stronę Chmielnickiego.

(1) W. Biernacki, Żółte Wody-Korsuń 1648, Warszawa 2004, s. 187: "nie chciał [hetman] słuchać rady starego żołnierza, ale osób niewiadomych".
(2) Archiwum Państwowe w Gdańsku, sygn. 300 R, Ee 32, s.278, Od Jeo. Mci Pana Podczaszego koronnego ze Lwowa de data 17 Juny 1648 do Jeo. Msci Pana kanclerza koronnego. Cytat redagowałem.