Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podjazdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podjazdy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Jak Pan Daniel Czaplicki do Zbaraża się przebijał



Zarówno czytelnicy „Ogniem i mieczem” jak i znawcy epoki dobrze wiedzą o nieprzyjaźni między podstarościm czehryńskim Danielem Czaplickim (starostą był Aleksander Koniecpolski, chorąży koronny), a przywódcą rebelii Bohdanem Chmielnickim. W pracy Władysława Andrzeja Serczyka natrafiamy na taki opis dotyczący wydarzeń z lipca 1649 roku:

Tymczasem już 12 lipca u starosty sokalskiego Zygmunta Denhoffa w obozie pod Brodami zjawił się podstarości czehryński Daniel Czapliński. Przerwał się jako pierwszy z wysłanników z oblężonego Zbaraża, przyprowadzając ze sobą schwytanego „po drodze” jeńca tatarskiego. Nie udała się natomiast ta sztuka Mikołajowi Zaćwilichowskiemu, wysłanemu razem z nim z polskiego obozu. Czapliński, będący – jak wiadomo – osobistym wrogiem Chmielnickiego, przez swój zatarg z pisarzem Wojska Zaporoskiego zaostrzył konflikt Kozaczyzny z Rzecząpospolitą, co ostatecznie doprowadziło do wybuchu powstania, wykazał się teraz niebywałą odwagą i zuchwalstwem. Z pewnością wiedział, że kozacki hetman wielokrotnie żądał wydania mu podstarościego. Na te żądania nie zwracano wprawdzie uwagi, ale w razie dostania się w ręce przeciwnika Czapliński nie mógł liczyć na zmiłowanie[1].

W rzeczywistości Czaplicki przebijał się ale w odwrotnym kierunku !
Informuje o tym źródło najprawdopodobniej znane Serczykowi, gdyż z wydania w którym się znajduje obficie korzystał w cytowanej pracy (znów uwspółcześniłem pisownię):

starosta sokalski […] ustąpił sam 12 praesentis do Brodów […] nazajutrz przyjechał też tam sam p. Czapliński, który był posłany na podjazd z panem Zaćwilichowskim za wiadomością oblężonego obozu; chcieli się koniecznie przebić do obozu i natracili niemało dobrych swoich wołoszy, ale temu dosyć uczynić nie mogli; o p. Zaćwilichowskim nie masz wiadomości, jeżeli się przebił do obozu, czyli go zabito, czyli pojmany[2]

Po zaznajomieniu się z nim zachodziłem w głowę jak Serczyk mógł się tak fatalnie pomylić. Być może w błąd wprowadził go fragment źródła, które wylicza między innymi chorągwie prywatne Koniecpolskiego jakie dostały żołd za obronę Zbaraża:

JMP. Daniela Czaplickiego […] za darownych ćwierci tylko dwie, ponieważ że nie ze wszystką chorągwią in obsidione Zbaraża zostawał, wedle decyzjej JMP. Komisarzów, na też koni nr 150 [3]

Pozostałe chorągwie Koniecpolskiego dostały za Zbaraż po 3 ćwierci darowne co sugeruje, że z tej chorągwi jedynie 100 koni wzięło udział w obronie. Jak jednak widać z poprzednio cytowanego Czapliński/Czaplicki nie tylko nie był tam z całą chorągwią ale nawet jego samego nie było w oblężeniu.
Warto dodać też, że to Zaćwilichowski zdołał się przedostać, gdyż skądinąd wiadomo, że brał udział w obronie[4]. Obalenie tego mitu nie zmienia jednak faktu, że Sienkiewicz robiąc z pana Daniela człowieka którym można sobie otworzyć drzwi, niewątpliwie uczynił mu wielką krzywdę. Zwłaszcza, że Czaplicki brał udział w podjazdach przeciw Kozakom już wcześniej , np. w 1648 r. przed bitwą piławiecką wraz z tym samym Zaćwilichowskim na czele 7-miu prywatnych chorągwi Aleksandra Koniecpolskiego rozbił podjazd kozacki.


[1] W. A. Serczyk, Na płonącej Ukrainie, Dzieje Kozaczyzny 1648-1651, Warszawa 1998,  s. 253.
[2] Nowiny z Ukrainy de data 15 july, [w:] Archiw Jugo-Zapadnoj Rosii, część 3, t. IV, s.286. To jedyne chyba źródło w którym spotkałem taką formę jego nazwiska. W pozostałych mi znanych występuje jako Czaplicki.
[3] Płk. Adam Sawczyński, Płaca pocztom panięcym w 1650 r., [w:] Przegląd Historyczno-Wojskowy, t. IX, z.1, s.122.
[4] Polecam moje ustalenia w tej mierze: M. Rogowicz, Bitwa pod Zbarażem 1649, Oświęcim 2013, s.118, 127, 138.

środa, 11 listopada 2015

Kula w zbroi, rozbicie części taboru, jego zawarcie i odwrót czyli starcie pod Tynem w sierpniu 1648 roku



Na początku sierpnia 1648 roku bandy kozackie grasujące na Wołyniu przekroczyły Horyń, a wkrótce zagroziły Ołyce i Łuckowi. Do kontrakcji przystąpił jednak zorganizowany przez województwo wołyńskie pułk zaciężny dowodzony przez wojewodę bracławskiego Adama Kisiela.
Wojewoda, chcąc zabezpieczyć ziemie Wołynia i oczyścić sobie drogę w pobliże głównych sił Chmielnickiego z którym miał pertraktować (w obstawie pułku wołyńskiego), ruszył nad Horyń wysyłając podjazdy we wszystkie strony, gdzie tylko usłyszał o nieprzyjacielu.
Pierwszy podjazd rozgromił kilkuset Kozaków między Huszczą, a Berezdowem. Na podjeździe poległ pan Łuba z chorągwi dowodzącego podjazdem chorążego nowogrodzkiego Mikołaja Kisiela (brata Adama) i kapitan starosty kałuskiego Jana Zamoyskiego z Równego, który był przy tym podjeździe[1]. Źródło, które o tym donosi, przedstawia także dalszy przebieg wydarzeń:

Ziawiła się potym druga Kupa [kozacka], która Stephanów y Włodzimierkę nie daleko Czartory[sk]a y insze miasteczka Podleskie splądrowała, tam wyprawił JMP wo[jewoda] JMPP Sapiechów Krzysztofa y Tomasza w 700 koni,

Warto dodać, że Krzysztof dowodził chorągwią kozacką (150 koni), a Tomasz husarską (100 koni). Nasi:

napadli na nich [Kozaków] pod Tynem, którzy Tabor swóy między rzeką Słuczą, a błotem y wielkimi lassami mieli, uderzyli iednak [Polacy] z odwagą swoią na ten Tabor y nie mogli nic radzić, urwawszy go szmat nie mały wysiekli, a potym oni [Kozacy] znowu spięli Tabor.

Jak widać pojedyncze rozerwanie taboru nie doprowadziło do rozgromienia całości sił nieprzyjacielskich, a jedynie części. Relacja ta podaje też straty, dzięki czemu dowiadujemy się o udziale w bitwie jeszcze jednej chorągwi kozackiej – Piotra Falibowskiego (150 koni)[2]. Mając podaną wyżej liczebność podjazdu okazuje się, że w pozostałych chorągwiach musiało być jeszcze 300 koni. Powinny być to zatem dwie chorągwie kozackie po 150 koni:

Tam zabito z pod chorągwie P. Chwalibowskiego Pana Czerkaskiego y Porucznika postrzelono. Spod chorągwie JMP Sapiehy Tomasza Kotowskiego dwa kroć postrzelono y inszych towarzystwa kilkunastu postrzelono y Czeladzi, a zabitych kilka, wzięła jednak y ta Kupa wstręt ieno co ruszyli się ku Chorodnicy Korecki[ej], wyrżnęli się ku Połonnemu.

Interesujący jest fragment listu Adama Kisiela[3]. Najpierw mamy tam opis miejsca walki i samego boju:

Pułk ieden [kozacki] oparł się między Kołkami y Czartoryskiem po tym pogromie, który się stał pod Huszczą, obrócili się wszyscy w Polesie, za którymi musiałem wysłać Jego Mść P’a Sapiehę z Komarza Brata mego, który doszedł ich z kilką chorągwi y dał im wstręt, że cofnąwszy się poczęli uchodzić. Tandem[4] zgotowawszy się przed tym między Ścieszkami y lasami z Taboru pod Tynem wyszli, gdzie nad mój Ordinans ochota Ich MM zmaczała ich

Najwyraźniej wysłany podjazd nacierał bardziej ochoczo niż nakazał Kisiel. Dalej znów następuje wyliczenie strat. Najciekawsza wydaje się tu wzmianka o kuli, która wbiła się w napierśnik:

y narażono nie mało [Kozaków] ale tesz y nie bez swoiey szkody, bo y samego JMP’a Krzysztopha Sapiehę mało nie zabito, w blachu przednim została kula y towarzystwa przednich kilka postrzelonych także, a czeladzi także kilkanaście.

 Po tej bitwie Kozacy odeszli:

na Horodnicę, y poszli ku swemu Woisku.



[1] APG, sygn. 300, R/Ee, 32, s. 557, Diaryusz de Data 30 Aug: z Puł mile od obozu wielkiego z obozu JMP W[ojewody] Bra[cławskiego].
[2] Liczebności chorągwi podaje BCzart., rkps 142, s. 428–429, Laudum W[ojewó]dz[twa] Wołyńskiego, 25 VI 1648 Łuck.
[3] APG, sygn. 300, R/Ee, 32, s. 467, Copia listu od P’a Woiewody Bracławsk. do Jego Mci P’a Canclerza Koronnego [Jerzego Ossolińskiego] de data 20 Aug. W Obozie Comissarskim.
[4] Wreszcie