poniedziałek, 28 maja 2018

Chore myśli nowoczesnego Polaka czyli dlaczego Roman Dmowski nie może być wzorem dla katolika.

Niniejszą krytykę poglądów Romana Dmowskiego przeprowadziłem na podstawie jego publikacji "Myśli nowoczesnego Polaka" która jest dostępna on-line m. in. pod adresem: http://www.ligatur.se/shop/free/dmowski_mysli.pdf
Skupiłem się tu jedynie na antykatolickich wstawkach w tej publikacji, gdyż Dmowski niesłusznie uważany jest w pewnych środowiskach uważających się za katolickie za autorytet - w opozycji do Piłsudskiego, mimo że obaj panowie pracowali solidnie nad niszczeniem wiary katolickiej u Polaków. Oczywiście dzieło Dmowskiego jest antypolskie także w innych kwestiach, tym jednak mogę się zająć kiedy indziej.



Na s. 38-39 mamy cały pean pochwalny wobec heretyckich Prus, kraju cierpiącego na bezwzględny fiskalizm i fałszywą religię: "Historia coraz wyraźniej udowadnia, że np. energiczna bezwzględna polityka Prus, posługująca się fałszem i wiarołomstwem, nie cofająca się przed najbrutalniejszym gwałtem, że polityka ta dała potęgę istotną Prusom i stała się pomimo wszystko źródłem odrodzenia Niemiec; że w dobie upadku ducha obywatelskiego w Niemczech przed stu laty, w dobie upodlenia, mogącego tylko budzić pogardę dla imienia niemieckiego, jedne Prusy, te właśnie Prusy, na gwałcie, na naszej krzywdzie zbudowane, składały dowody jakiego takiego patriotyzmu, zrozumienia interesów niemieckich, a nawet niejakiego poczucia narodowej godności; że potem te Prusy rozumną i konsekwentną polityką skupiały dokoła siebie rozbite cząsteczki narodu niemieckiego, że one odbudowały w końcu z tych cząsteczek nowe cesarstwo niemieckie, państwo potężne, oparte na dobrych ustawach, w którego ramach naród niemiecki znalazł znakomite warunki szybkiego, gospodarczego i cywilizacyjnego postępu, stopniowo wysuwając się znów na przodujące w świecie cywilizowanym stanowisko. To świadectwo historii, że wszelka zdobycz, bez względu na to, jaką drogą osiągnięta, może stać się podstawą pomyślności narodu i jego postępu (nie wzgląd tedy na dobro narodu, ale tylko czysty ludzki wstręt do pewnych środków może nas powstrzymywać od używania ich w narodowej walce), że zatem w stosunkach między narodami nie ma słuszności i krzywdy, ale tylko jest siła i słabość, to nam nie przeszkadza powtarzać, że zbudowane na cudzej krzywdzie Prusy zatruły ducha niemieckiego, zdemoralizowały go, zabiły w narodzie niemieckim wielką myśl i szlachetne uczucie, i wróżyć, że wszystko to stanie się źródłem zguby całych Niemiec".

Na s. 45 znajdujemy nawoływanie do łamania I przykazania:
"chcąc być „dobrymi Polakami”, musimy robić sobie z patriotyzmu religię". Taka zresztą postawa, religijnego pojmowania Polskości przewija się przez znaczną część tego utworu. Jeśli Dmowski dostrzega zalety religii katolickiej to tylko gdy ma ona służyć interesom narodowym. Niewątpliwie tak samo popierałby herezję Lutra gdyby urodził się Prusakiem.


Na s. 89  autorytet narodowców perfidnie zaatakował dzieło unii brzeskiej z 1595 r.: "Stworzyliśmy Unię kościelną, czyli fikcyjny katolicyzm, tam, gdzie jedynie utwierdzenie istotnego katolicyzmu mogło nasz wpływ utrwalić, gdzie wreszcie schizma byłaby dla nas korzystniejsza, gdybyśmy ją byli zechcieli i umieli dla siebie upaństwowić. Zrobiliśmy to, bo bierność lubi połowiczne środki, bośmy nie umieli się zdobyć na wprowadzenie w grę interesu narodowo-państwowego tam, gdzie wbrew niemu tylko kościelny załatwiano". Jak widać znów to nie religia a jej wykorzystanie jest istotne dla Dmowskiego.

Na s. 112 znajdujemy takowe peany dotyczące angielskich patologii: "naród angielski stoi dziś niewątpliwie wyżej pod względem moralnym od francuskiego, jeżeli charakter przeciętnego Anglika współczesnego jest bez porównania tęższy niż przeciętnego Francuza, jeżeli całe życie duchowe angielskie przedstawia najzdrowszy bodaj typ w Europie" - w pisaniu tych głupot Dmowskiemu zupełnie nie przeszkadzał fakt, że Anglicy w swej masie byli wtedy od dawna heretykami.

Na s. 130-131: znów mamy zdefiniowany nacjonalizm jakiego wyznawcą był Dmowski jako wrogi wobec jakiejkolwiek religii, a zatem i katolickiej:
" Patriotyzm ten nie tylko obowiązuje do określonego stanowiska względem rządów zaborczych, względem ciemięzców narodu, ale nakazuje bronić dobra narodowego od uszczerbku przeciw wszystkim, którzy na nie czynią zamachy; zajmuje odporne stanowisko względem uroszczeń ruskich lub litewskich, przeciwdziała usiłowaniom rozkładowym żydowskim; zachowuje się wrogo względem kierunków, starających się interesom klasowym, kastowym, wyznaniowym dać przewagę nad narodowymi". Herezja ta jest sprzeczna z I przykazaniem, które powoduje, że na pierwszym miejscu w życiu katolika musi być Bóg ze swymi przykazaniami, a naród może być dopiero na drugim.



poniedziałek, 26 lutego 2018

Przykładowe stawki okupu za polskich żołnierzy w 1648 r.




W Archiwum Państwowym w Gdańsku pod sygnaturą 300 R, Ee 32, s. 398-399, można znaleźć dokument zatytułowany:

"Comput Generalny Szacunków wszytkich Towarzystwa w Jaziech w więzeniu"

O ile mi wiadomo dotyczy ów komput oficerów wziętych pod Korsuniem 26 maja do niewoli m. in. lub jedynie z pułku prywatnego starosty lwowskiego Adama Hieronima Sieniawskiego, którzy zostali przewiezieni do Jass a stamtąd później do Chocimia na wykup.

Stawki okupu ustalone za 11 jeńców były następujące:

"1. Pan Alexander Ludwik Niezabytowski[1] Talarów pięćset twardych, Postaw Paklaku, Żupan Hatłasowy Czerwony, Ferezya S[z]karłatna, Piętnaście łokci sukna, paklaku Czerwonego 4 łokcie, Sukna Falandyszu[2] Turkusowego pułtrzecia łokcia, Rządzik Kozacki Biały Suty[3], Kożus[z]ków Białogłowskich zaiąc[z]kami podszytych dwa, Soboli waga za Talerów 20, Tłumaczowi podwodę talerów 15[4].
2. P. Borzecki Talarów 250, Suknia Falendyszowa, Ubiory pakłakowe, Czapkę lisią, 10 Talerów od podowody, etc.
3. Pan Bielawski Talarów 450, Ośm łokci Falendyszu, Pass lniany Farbowany.
4. Pan Alexander Worowiec talarów bitych 500, dwóch Tatarów y 16 łokci Sukna Falendyszu, 24 Hatłasu Łukiewskieo, Czapkę Lisią albo raczey Kunią Farbowaną, za podwodę 10.
5. Pan Zaleski 350 talerów y Sukna Falendyszu łokci 12, Misiurka, za kolaskę talerów 3.
6. Pan Laskowski talerów 400 y kontusz Falendyszowy.
7. Pan Wołyński talerów 400 y kontusz Karmazynowy, żupan Hatłasowy, Czapka y Ubiory.
8. Pan Janicki Talarów 200 twardych.
9. Pan Lubiszewski Talarów 350.
10. P. Warszycki Talarów 350.
11. P. Słupecki[5] Tatarzyna y Talerów 140.”

Jak widać za niektórych więźniów żądano nie tylko pieniędzy, strojów i materiałów na stroje ale także wziętych wcześniej do niewoli i przetrzymywanych w Polsce Tatarów.


[1] Był on później  rotmistrzem w chorągwi husarskiej kwarcianej starosty lwowskiego, pobił Kozaków w kwietniu 1649 r. pod Międzybożem, a później walczył pod Zbarażem.
[2] Paklak i Falandysz-rodzaje materiałów na stroje.
[3] Suty=bogaty.
[4] Owa opłata za podwodę dla tłumacza miała zapewne zrekompensować fatygę tłumacza i jego koszta transportu.
[5] To zapewne ten sam Słupecki, który był pod Zbarażem porucznikiem chorągwi kozackiej starosty lwowskiego.

poniedziałek, 9 października 2017

Uwagi do biogramu Gabriela Woyniłłowicza

Pod linkiem:
http://mwb.com.pl/studia/wp-content/uploads/2017/05/07_S_Augusiewicz_Gabriel_Wyni%C5%82%C5%82owicz.pdf
możemy znaleźć artykuł biograficzny dotyczący tytułowego bohatera:
S. Augusiewicz, Gabriel Woyniłłowicz, oficer jazdy koronnej z poł. XVII w., zarys biografii.
Autor biogramu twierdzi, że:
Najwcześniejszy, uchwytny źródłowo ślad działalności wojskowej Gabriela mogą stanowić źródłowe wzmianki o udziale pułkownika kaniowskiego Kozaków regestrowych, wymienianego jedynie z nazwiska Woyniłłowicza (lub Womełowicza) w bitwie nad Żółtymi Wodami w kwietniu 1648 r. 14 kwietnia oficer ten, wraz ze Stefanem Czarnieckim i Aleksandrem Brzuchańskim, udali się do Tuhaj beja jako zakładnicy (posłowie) i zostali przez niego wzięci do niewoli. Powszechnie w opracowaniach i komentarzach do edycji źródłowych poświęconych kampanii żołtowodzkiej, lub relacjonujących te zdarzenie, owego Woyniłłowicza utożsamia się na ogół z Gabrielem. Nie można takiej ewentualności wykluczyć, w każdym razie brakuje po temu wystarczających argumentów.
I tu Pan Augusiewicz się myli. Otóż wg dokumentu:  „Zapłata Woyskom Jeo Krolewskiey Mci y Rzptey na Comissiey Lubelskiey pro die Quanta Marty Anni MDCL. Podług Constitiey Sejmu Walnego Warszawskieo Roku MDCXXXX Dziewiątym Odprawionego złożona" (Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie, Akta Skarbowe Wojskowe, dz. 86, nr 39, k. 14v)
wymieniony i z imienia i nazwiska Gabriel Woyniłłowicz otrzymał za pełnienie roli pułkownika kaniowskiego od 1 marca do 31 maja 1648 r. 500 zł. Jak widać zamiast spekulować wystarczyło zajrzeć do wskazywanego wielokrotnie źródła:
Warto dodać, że jakiś Woyniłłowicz był też chorążym w chorągwi Jana Baranowskiego pod Piławcami (Katafalk Rycerski Wielmożnemu Jego Mośći Panu Mikołaiowi z Dambrowice Firleiowi Starościcowi Trembowelskiemu, Rotmistrzowi I. K. M, b. m. d., s. ):
Wo(j)niłowicz (...) Niesie Żółtą Chorągiew/ na którey się świeci Złoty Orzeł
Niestety na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie stwierdzić czy to Gabriel, który musiałby w miarę szybko wyjść z niewoli, czy inny Woyniłłowicz.
wd
Sła

wtorek, 23 maja 2017

Nieudolna praca o wyprawie litewskiej w 1651 roku

W zeszłym roku mieliśmy istny wysyp książek dotyczących powstania Chmielnickiego. Zauważyłem ukazanie się aż 3 nowych pozycji wydanych w 2016 r. Niestety z ilością nie szła w parze jakość.
Dwie z tych prac pozwoliłem sobie już ocenić pokrótce na niniejszym blogu:
http://romanrozynski.blogspot.com/2017/01/nieudolna-praca-o-nieudolnym-hetmanie.html
http://romanrozynski.blogspot.com/2017/01/nieudana-ksiazka-o-kampanii.html
W ostatni czwartek zapoznałem się z treścią trzeciej:
Zdzisław Pieńkos, Wyprawa Janusza Radziwiłła na Kijów w 1651 roku, Zabrze - Tarnowskie Góry 2016.
Wywody autora od samego początku wywołują niepokój. Począwszy od kwestii terminologicznych takich jak stworzenie przez autora państwa ukraińskiego (w istocie Chmielnicki utworzył z opanowanych ziem państwo ruskie), używanie słowa Ukraina w takim znaczeniu jak obecnie (kiedyś oznaczało skraj państwa, coś jak współczesne słowo kresy), poprzez dobór literatury (pozycje encyklopedyczne, bezwartościowa  praca Razina) autor pokazuje, że nie jest zbyt mocny w temacie.
Nie dziwią zatem takie kwiatki jak np. :
 Istotny rozrost armii kozackiej nastąpił, kiedy na jej czele stanął B. Chmielnicki. Okazał się uzdolnionym organizatorem. W kwietniu 1648 roku z Zaporoża wyprowadził 4000-5000 wojska, już we wrześniu pod Piławcami dysponował 70 000 regularnych żołnierzy (s. 23)
Trudno kozacko-chłopsko-mieszczańską zbieraninę, formowaną na zasadach powszechnego pospolitego ruszenia nazywać regularnym wojskiem. Nie zgadzają się też cyfry. Z Zaporoża Chmielnicki wyprowadził zaledwie 800-1000 ludzi, natomiast pod Piławcami miał nie 70 000 regularnych żołnierzy, a ledwo 100 000 ludzi z czego jedną czwartą dobrze do boju godnych.
Uzbrojenie regularnej armii kozackiej było jednolite (s.24)
Nawet w armii koronnej i innej regularnej bywały kłopoty z ujednoliceniem uzbrojenia, tym bardziej w kozackiej, w której znaczna część pochodziła ze zdobyczy.
Każdy pułk miał na wyposażeniu 5-6 armat (s. 24)
I znów bajka, choć zaczerpnięta ze źródła (wydane m. in. jako aneks nr 7 w mojej pracy: M. Rogowicz, Bitwa pod Zbarażem 1649), tylko że pozostałe pozwalają to zweryfikować i odrzucić. Skoro pod Zbarażem przy 30 pułkach Chmielnicki miał łącznie 30 dział (M. Rogowicz, Bitwa pod Zbarażem 1649, s. 81, 82, 172) to nie mógł mieć w każdym pułku 5-6 sztuk.
Sojusz [kozacki] z Tatarami pozbawiał Polaków dotychczasowej przewagi. Chmielnicki zyskał konnicę, która była co najmniej równorzędnym przeciwnikiem polskiej jazdy. Dzięki temu udało mu się zniszczyć dywizję Stefana Potockiego nad Żółtymi Wodami, a potem, wykorzystując przewagę mobilności, zaskoczył i rozbił główny korpus armii kwarcianej pod Korsuniem (s.28)
W istocie jazda tatarska mogła się mierzyć z polską jedynie przy dużej przewadze liczebnej, a taką miała i nad Żółtymi Wodami i pod Korsuniem. O powodach klęski korsuńskiej już pisałem na podstawie źródła z epoki: https://romanrozynski.blogspot.com/2015/05/przyczyny-kleski-korusnkiej-w-1648-roku.html

Podobnych kwiatków jak powyżej znajdujemy na następnych stronach niemało. Co gorsza aż 61 początkowych stron to niepotrzebny opis wydarzeń poprzedzających kampanię 1651 r. Dopiero w rozdziale IV następuje właściwe wprowadzeniu do tytułowego zagadnienia.

Na stronie 69 autor niepotrzebnie przedstawia podsumowanie komputu litewskiego na rok 1649 zamiast znaleźć taki komput dla interesującego nas roku 1651, stąd na następnych stronach (70-71) poznajemy jedynie hipotetyczny skład armii litewskiej w roku 1651.

Dalej już mi się nie chce recenzować, praca jest po prostu żenująco słaba i mogę ją tylko odradzić.


środa, 11 stycznia 2017

Nieudolna praca o nieudolnym hetmanie



Dariusz Wasilewski, Hetman wielki koronny Mikołaj Potocki - hetman shańbiony? (wyd. 2016)

Zapoznałem się w księgarni jedynie z interesującymi mnie fragmentami książki dotyczącymi wydarzeń z rebelii Chmielnickiego (lata 1648-51).

Praca oparta jest na bardzo skromnej bazie źródłowej, a znacznie bardziej na literaturze przedmiotu i to zazwyczaj tej gorszej. Razi szczególnie częste powoływanie się na prace Macieja Franza, znanego z tego, że nigdy w życiu nie napisał dobrej pracy dotyczącej Kozaczyzny Zaporoskiej, a we wszystkich napisanych nie zawarł bodajże nawet jednego nowego ustalenia lub skutecznej polemiki z dotychczasowymi pracami. W rezultacie autor nie ustala nic nowego, a powtarza jedynie to co już wiadomo, a i to niekoniecznie, bo wiele przepisanych przez niego dywagacji zostało obalonych w lepszej literaturze.

Z zapamiętanych potknięć można zauważyć błędne zdefiniowanie celu wyprawy Stefana Potockiego, która zakończyła się tragiczną bitwą nad Żółtymi Wodami (29 IV - 16 V 1648). Oczywiście celem syna hetmańskiego nie było rozpoznanie sił wroga, a ich zniesienie. Hetman nie wiedział wtedy jeszcze, że Chmielnickiemu nadeszły na pomoc nowe siły tatarskie (oprócz tych kilkuset czy 500 ludzi o których już wiedział). Nie jest też prawdą, że siły tatarskie nadeszły na pomoc Kozakom już 13 marca. Ten dzień to data zawarcia na Krymie porozumienia kozacko-tatarskiego. Właściwie to ze znanych mi i innym historykom źródeł nie sposób podać daty dotarcia większych sił tatarskich na Zaporoże. Mogło się to stać nawet długo po wyruszeniu Stefana Potockiego przeciw buntownikom. Możliwe też, że siły te nadchodziły częściami. Nie jest oczywiście prawdziwa cyfra 7000 ordyńców jacy mieli pomagać Kozakom nad Żółtymi Wodami i pod Korsuniem. Tyle sugeruje jedynie bałamutny w tej mierze opis Samuela Twardowskiego z kompilacyjnej "Wojny domowej ...". Minimalna liczba jaką podają źródła to 20 000 nad Żółtymi Wodami.

Opisując kampanię korsuńską Wasilewski w czarnych barwach kreśli sytuację sił polskich. Oczywiście wobec celu pracy jakim jest uniewinnienie Mikołaja Potockiego z poniesionych klęsk autor pracy nie przytacza znanej w literaturze przedmiotu opinii Adama Hieronima Sieniawskiego o przyczynach klęski i sytuacji sił polskich przed klęską korsuńką, która choć trudna wcale nie była zła - wystarczyło jedynie zostać w obozie i czekać na posiłki:
http://romanrozynski.blogspot.com/2015/05/przyczyny-kleski-korusnkiej-w-1648-roku.html

Nie pamiętam już co autor naknocił na temat bitwy beresteckiej i kampanii białocerkiewskiej ale nie ma tam nic ciekawego co warto byłoby zapamiętać.

W każdym razie odradzam zakup

Nieudana książka o kampanii białocerkiewskiej 1651 r.




Konrad Rzepecki, Kampania białocerkiewska 1651 (wyd. 2016)

Praca ta jest przede wszystkim błędnie zatytułowana, gdyż dotyczy wszystkich wydarzeń militarnych z 1651 r. poczynając od zimowej kampanii hetmana polnego Marcina Kalinowskiego, przez bitwę berestecką i wreszcie tytułową kampanię. Z pracy tej nie dowiemy się absolutnie nic nowego na temat opisanych wydarzeń, a to co się dowiemy jest dość dalekie od rzeczywistości bądź bardzo ogólnikowe. Przykładem jest pójście autora bezkrytycznie za wielokrotnie obalonymi i zupełnie absurdalnymi tezami Olgierda Górki, który ubzdurał sobie, że wojska tatarskie pod wodzą chana mogły liczyć w tym czasie maksymalnie do 30 000 ludzi. Taką właśnie cyfrę podał Rzepecki dla wojsk tatarskich pod Beresteczkiem - nie ma ona oczywiście poparcia w źródłach. Opisy wydarzeń poprzedzających właściwy temat pracy zostały nadmiernie rozbudowane ale i tak nie przedstawiają w sposób właściwy ani sił polskich ani przeciwników ani przebiegu wydarzeń - nie dziwi to gdyż oparte są o literaturę przedmiotu, która nie jest bynajmniej warta zbyt wiele.

Autor niezmiernie rzadko korzystał z dokumentów archiwalnych, a co gorsza jedynie wydanych drukiem i to tych najbardziej popularnych. Nie zauważyłem wykorzystania niedawno wydanego na Ukrainie bardzo cennego dla historyka zbioru dokumentów w kilku tomach pt.: Dżereła z istorii nacionalno-wizwolnoj wijny ukrainskogo narodu 1648–1658 rr., a i z pozostałych autor korzystał nazbyt oszczędnie.

Przechodząc do opisu kampanii tytułowej Rzepecki nie pokusił się o ustalenie choćby składu sił polskich, poprzestał jedynie na liczbach ogólnych, których nie potrafił jednak przekonywująco uzasadnić podając w dodatku dość duże widełki, bo od 18 000 do 24 000. Siłę armii kozackiej oszacował nieco wyżej ale nie wykazał dla tej cyfry żadnej podstawy źródłowej. O przebiegu tytułowej kampanii i batalii białocerkiewskiej nie dowiemy się nic nowego (a raczej mniej) w porównaniu z o niebo lepszą, choć wcale nie rewelacyjną, pracą Marcina Domagały.

Podsumowując - unikać jak zarazy.




niedziela, 25 września 2016

Katolik polski wczoraj i dziś

Całkiem niedawno zainteresowałem się wyznawaną przez siebie religią, oczywiście jedyną słuszną jaką jest religia katolicka. Spowodowane to było licznymi niepokojącymi wydarzeniami jak np. poparcie przez Jana Pawła II wchłonięcia Polski przez bezbożną Unię Europejską, a także kazania i wypowiedzi tegoż i księży z których wynika np., że wszyscy będą zbawieni (jeśli tak, to po co się starać ?), Żydzi to nasi starsi bracia w wierze, trzeba być tolerancyjnym dla homoseksualistów itp. To, że coś jest zdecydowanie nie tak uświadomiły  mi jednak dopiero popisy Bergolio.
Odpowiedź na te szkodliwe nowinki znalazłem dość szybko, wynika z niej, że hierarchia kościelna po Soborze Watykańskim II odeszła od nauk Jezusa i stworzyła nowy, heretycki Kościół, z katolickim nie mający nic wspólnego. Jeden z ciekawszych tekstów na stronie resztek wojującego Kościoła rzymsko-katolickiego dotyczy licznych herezji Jana Pawła II
http://www.ultramontes.pl/Apostazja.htm
Nie byłbym oczywiście sobą gdybym nie sięgnął do porównania działań obecnej, jak wszystko wskazuje fałszywej, hierarchii z tą z czasów kiedy Polska była potęgą.
W pracy katolickiego biskupa warmińskiego Marcina Kromera "Polska czyli o położeniu, ludności, obyczajach, urzędach i sprawach publicznych Królestwa Polskiego księgi dwie", wydanej po raz pierwszy 1575 roku (pierwsze autoryzowane wydanie w 1577), można znaleźć m. in. opinie na temat innych religii (korzystam z  przekładu z 1984 roku). I tak dowiadujemy się, że:
Żydzi natomiast, którzy wypędzeni skądinąd zapełnili tłumnie miasta Rusi i Litwy oraz całej niemal Polski, zachowują swą religię - o ile nie należałoby jej nazwać raczej zabobonem czy bezbożnością.
Podobnie Tatarzy Czeremisi w jednym czy drugim mieście Podola odprawiają swe obrzędy i wyznają bezbożny mahometanizm, tak jak i Tatarzy litewscy; w ich świątyni pod Trokami dawno już temu nie mogłem zobaczyć nic prócz umieszczonego na podwyższeniu turbanu, jednego z wielu, jakie wśród tego ludu są w powszechnym użyciu. Ale zostawmy zamieszkałych tu pogan z ich fałszywymi religiami i powróćmy do naszego tematu (s. 95-96).
Jakże prosta, jasna i zdecydowana to odpowiedź na praktyki żydowskie i islamskie w porównaniu z całowaniem Koranu czy tyłków (przepraszam : nóg) muzułmanów jakie uskuteczniają posoborowi "papieże".

Inny przykład katolickiego podejścia znajdujemy w oblężonych Zbarażu w roku 1649 kiedy to konał postrzelony dowódca polskiej artylerii kapitan Sebastian Aders. W jednym z diaruszy zbaraskich czytamy (wydany w pracy: Relacje wojenne z pierwszych lat walk polsko-kozackich powstania Bohdana Chmielnickiego okresu „Ogniem i mieczem”(1648-1651), opracował, wstępem i przypisami opatrzył M. Nagielski, Warszawa 1999 , s. 140-141):
W tychże dniach kapitan armatny postrzelony, którego gdy minister [tj. heretycki celebrans] jm. pana bełskiego kapelan, chciał dysponować, od naszych [tj. katolickich] księży wybity i wygnany z zamku. Jednak nie rewokowawszy [tj. nie nawróciwszy się z błędów] ten kapitan dziś [27 lipca] umarł.
Czytając tę wypowiedź można wręcz odczuć smutek jaki towarzyszy faktowi, że tak dzielny oficer jak Aders, przez trwanie w błędach, skazał się na potępienie.
W tymże diariuszu dowiadujemy się także jak grzebano zwłoki niewierzących (s. 145):
die ultima julii [tj. ostatniego dnia lipca] zabity sługa  księcia jm. spod usarskiej chorągwie, pan Mikołaj Domaracki, który że był arian [arianie - jeden z odłamów heretyków], pochowany w wale zbaraskim.
Jakże to kontrastuje z chowaniem na Skałce, a więc w katolickim sanktuarium, podobno pod naciskiem "papieża" Jana Pawła II, takiego wroga Kościoła i Polakożercy jak Czesław Miłosz ?
 http://www.nto.pl/rozmaitosci/art/4453555,jak-papiez-uratowal-poete-jan-pawel-ii-i-czeslaw-milosz,id,t.html
Zauważmy jeszcze, że Domaracki był jedynie heretykiem ale jednak miłośnikiem ojczyzny, za którą przecież poległ.
Na końcu warto przypomnieć mój wcześniejszy wpis dotyczący kontrowersji w przypadku śmierci Tuhaj beja, gdzie katolicki ksiądz nie ma wątpliwości gdzie (oczywiście do piekła) trafiły dusze "zdechłych" Tuhaj bejów:
http://romanrozynski.blogspot.com/2015/12/o-smierci-tuhaj-bejow.html
Widać tu wyraźne sprzeczności z nauką posoborowego neokościoła, który głosi, że muzułmanin także może być zbawiony trwając w swej (fałszywej przecież) religii.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Garść uwag o kampani Mariana Langiewicza w 1863 roku



Jest to minirecenzja książki Wojciecha Kalwata, Kampania Langiewicza 1863, Warszawa 2012.
Niniejsza praca, wydana przez Bellonę w popularno-naukowej serii Historyczne Bitwy, składa się ze wstępu, 9 rozdziałów, zakończenia, bibliografii, wykazu map i wykazu ilustracji.
Rozdział I omawia wydarzenia przedpowstańcze takie jak manifestacje w Warszawie i na terenie guberni radomskiej, ogólne plany powstańcze i przyczyny wyboru terminu wybuchu. Kalwat ma niewątpliwie rację gdy twierdzi, że „zima nie sprzyjała wojnie partyzanckiej. Las nie dawał należytego schronienia, a śnieg pomagał raczej Rosjanom niż insurgentom. Samo wystąpienie miało charakter improwizacji, a nie zaplanowanego z góry działania” (s. 19).
Rozdział II przedstawia już wybuch powstania. W podrozdziale pt. „Rozmieszczenie sił rosyjskich” zamiast ogólnikowych danych (s. 34-35) lepszy byłby dokładny wykaz sił rosyjskich z podziałem na garnizony jaki autor mógł przepisać ze znanej sobie pracy S. Gesketa (Wojenne diejstwa 1863 godu, Warszawa 1894). Nie wiem skąd pomysł, że Marian Langiewicz, jako naczelnik województwa sandomierskiego, „przeciwko 12 tys. Rosjan i czterem bateriom artylerii, rozlokowanym w 20 garnizonach, mógł przeciwstawić zaledwie 1,5-2 tys. spiskowców” (s. 39), zwłaszcza, że kilka stron wcześniej Kalwat szacuje siły rosyjskie w całej guberni radomskiej obejmującej także woj. krakowskie  na 14,5 tys. żołnierzy (s. 35) co zresztą jest przesadą (Gesket podaje 11,5 tys.). W województwie sandomierskim było faktycznie 20 garnizonów ale obsadzonych przez znacznie mniejsze siły niż 12 tys. żołnierzy.
Rozdział III opisuje organizację i rozbicie obozu polskiego pod Wąchockiem. Nieporozumieniem jest nazwanie koncentracji rosyjskiej po nocy styczniowej sukcesem powstańczym (s. 53). Należałoby ten krok przeciwnika rozpatrywać raczej jako odbierający powstańcom jakiekolwiek szanse powodzenia, gdyż mniejsze garnizony rosyjskie (w sile kompanii lub mniej) powstańcy byli w stanie zaatakować i w razie sukcesu zdobyć nieco broni, skoncentrowanym siłom zaszkodzić nie mogli. W tym miejscu brakuje w pracy także przedstawienia siły nowych rosyjskich garnizonów, jakie znów można znaleźć w przywołanej pracy Gesketa. Słabością pracy tu i dalej jest także brak podania dokładnego składu kolumn rosyjskich wysyłanych przeciw oddziałowi Langiewicza, w wielu przypadkach podanym przez Gesketa. Kalwat podaje jedynie ilość pododdziałów w kolumnach rosyjskich, jednak bez wyszczególnienia z jakich pułków itd (z wyjątkiem 2 kompanii pod Grochowiskami). Trudno mi się także zgodzić z opinią dotyczącą obozu wąchockiego, jakoby „bliskość kuźni nad Kamienną i zakładów w Suchedniowie zapewniła możliwość produkcji broni siecznej – w zasadzie jedynej, jaką można było wytwarzać w warunkach powstania” (s. 54). Na s. 57 autor wspomina o wyprodukowaniu w zakładach suchedniowskich 2 żelaznych śmigownic. Może więc dałoby się wyprodukować także nieco brakujących, a potrzebnych karabinów ? Mało przydatne kosy i inną broń sieczną można natomiast było kuć w mniej wyspecjalizowanych kuźniach. Przy opisie walk w Suchedniowie 2 lutego zdumiewa stwierdzenie jakoby atakujący bagaże rosyjskie oddział Klimaszewskiego został przywitany „gęstym ogniem” (s. 67), skoro kilka wierszy wcześniej autor utrzymuje, że przy bagażach tych było zaledwie pół plutonu piechoty (a zatem ok. 25 ludzi). Nie przekonuje stwierdzenie, że „starcia o Wąchock pokazały niemały talent powstańczego wodza” (s. 72) skoro Rosjanie bez większego trudu pobili siły polskie.
Rozdział IV omawia losy oddziału Langiewicza od ucieczki spod Wąchocka do przybycia do Małogoszczy, a także opis klęski oddziałów powstańczych naczelnika krakowskiego – Apolinarego Kurowskiego pod Miechowem. Fantazją autora jest ręczny bój oddziału polskiego, który dokonał 11 II wypadu z klasztoru świętokrzyskiego. W istocie Rosjanie mieli się cofnąć bez walki zmyleni komendą polskiego dowódcy – kpt. Pióro. Także ocena walki jest nie do przyjęcia. Najpierw Kalwat twierdzi, że Polacy „skutecznie stawili opór”, by kilka linijek dalej opisać utratę „obozowiska oraz furgonu sztabowego z kasą, dokumentami” (s. 84) i rozbiegnięcie się po lesie części powstańczej gromady (s. 85). Wątpliwe jest przypuszczenie autora jakoby straty rosyjskie były podobne do polskich, z przewagi liczebnej, uzbrojenia i przebiegu walki (zdobycie obozu, rozproszenie części oddziału polskiego) wynika, że powinny być znacznie mniejsze. Bezpodstawne jest także stwierdzenie jakoby Rosjanie zaniżyli swe straty w walce o Miechów z oddziałami Kurowskiego. Przecież oddział powstańczy atakujący miasto został rozgromiony, a broniący się w zabudowaniach Rosjanie ruszyli po walce w pościg. W tej sytuacji jest do przyjęcia, że Rosjanie stracili tylko 7 zabitych i 32 rannych przy 400 zabitych i rannych powstańcach (s. 104).
Rozdział V przedstawia działania Langiewicza po połączeniu się z Jeziorańskim od klęski małogoskiej po założenie obozowiska w Goszczy. Co najmniej nieprzekonywujący jest opis zaciekłych walk o miasteczko Małogoszcz w czasie bitwy pod tą miejscowością 24 lutego (s. 116-117). Nie spotkałem się dotychczas z takowym opisem w źródłach dotyczących tej bitwy. Dalej autor niepotrzebnie podważa ocenę strat polskich autorstwa Langiewicza (120 zabitych i rannych). Co prawda jak podaje w przypisie za opracowaniem Cabana 5 marca w Małogoszczy pogrzebano 160 zabitych (s. 119) ale nie można zapominać o tym, że Rosjanie jeszcze podpalili zabudowania i przy okazji zmasakrowali mieszkańców miasta. Podobnie bezpodstawne jest podważanie 6 rannych po stronie rosyjskiej (s. 119-120). Takie straty u wroga wobec przebiegu walki są do przyjęcia, gdyż Rosjanie posiadający broń o większym zasięgu w starciu tym z daleka bezpiecznie ostrzeliwali stojące głównie w polu siły polskie, odparli też parę kontrataków ogniem z bliższej odległości. Ocena strat rosyjskich na 100 osób pokazuje, że autor jest w tych sprawach dyletantem. Nie można także, tak jak to czyni Kalwat (s. 131) negować strat rosyjskich w walkach pod Pieskową Skałą 4 marca (3 zabitych i 8 rannych). Bałamutna była jedynie rosyjska ocena strat polskich, podobnie zresztą jak ocena polska strat rosyjskich.
Rozdział VI opisuje obozowanie Langiewicza w Goszczy, przybywanie ochotników, bojowe użycie kosy, uzbrojenie, umundurowanie, organizację zgrupowania powstańczego, objęcie dyktatury przez Langiewicza.
Rozdział VII dotyczy dalszych marszów Langiewicza i bitwy chrobeskiej (17 III). Przy opisie tej walki brakuje wzmianki o szarży na wroga dwóch szwadronów polskiej jazdy, zatrzymanej przez błoto i odpartej ogniem, a także o stratach rosyjskich .
Rozdział VIII omawia bitwę pod Grochowiskami (18 III), odwrót do Wełcza, ucieczkę Langiewicza do Galicji i jego uwięzienie. Błędnie Kalwat nazywa 7mą kompanię smoleńskiego pułku piechoty strzelecką, w istocie była to rota liniowa. Nie podaje także informacji o stratach stron.
Rozdział IX omawia pobyt Langiewicza w więzieniu i wspomina walki ocalałego z rozsypki jego sił oddziału Czachowskiego.
Zastrzeżeń nie budzi dobór literatury.
Brakuje mapki ukazującej działania Langiewicza po wyjściu z Goszczy, a także pokazania na załączonej poruszeń oddziałów rosyjskich (s. 239). Z bitew na planach przedstawione są jedynie starcia pod Małogoszczą i Grochowiskami (s. 240-243), brakuje natomiast schematów pozostałych starć.
Podsumowując należy stwierdzić, że praca powinna zostać rozbudowana o dodatkowe mapki, plany, dokładniejsze opisy sił rosyjskich, strat stron, przebiegu walk. Autor powinien całkowicie zrewidować podejście do strat, zwłaszcza sił rosyjskich.