Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozrywanie taborów kozackich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozrywanie taborów kozackich. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 listopada 2015

Kula w zbroi, rozbicie części taboru, jego zawarcie i odwrót czyli starcie pod Tynem w sierpniu 1648 roku



Na początku sierpnia 1648 roku bandy kozackie grasujące na Wołyniu przekroczyły Horyń, a wkrótce zagroziły Ołyce i Łuckowi. Do kontrakcji przystąpił jednak zorganizowany przez województwo wołyńskie pułk zaciężny dowodzony przez wojewodę bracławskiego Adama Kisiela.
Wojewoda, chcąc zabezpieczyć ziemie Wołynia i oczyścić sobie drogę w pobliże głównych sił Chmielnickiego z którym miał pertraktować (w obstawie pułku wołyńskiego), ruszył nad Horyń wysyłając podjazdy we wszystkie strony, gdzie tylko usłyszał o nieprzyjacielu.
Pierwszy podjazd rozgromił kilkuset Kozaków między Huszczą, a Berezdowem. Na podjeździe poległ pan Łuba z chorągwi dowodzącego podjazdem chorążego nowogrodzkiego Mikołaja Kisiela (brata Adama) i kapitan starosty kałuskiego Jana Zamoyskiego z Równego, który był przy tym podjeździe[1]. Źródło, które o tym donosi, przedstawia także dalszy przebieg wydarzeń:

Ziawiła się potym druga Kupa [kozacka], która Stephanów y Włodzimierkę nie daleko Czartory[sk]a y insze miasteczka Podleskie splądrowała, tam wyprawił JMP wo[jewoda] JMPP Sapiechów Krzysztofa y Tomasza w 700 koni,

Warto dodać, że Krzysztof dowodził chorągwią kozacką (150 koni), a Tomasz husarską (100 koni). Nasi:

napadli na nich [Kozaków] pod Tynem, którzy Tabor swóy między rzeką Słuczą, a błotem y wielkimi lassami mieli, uderzyli iednak [Polacy] z odwagą swoią na ten Tabor y nie mogli nic radzić, urwawszy go szmat nie mały wysiekli, a potym oni [Kozacy] znowu spięli Tabor.

Jak widać pojedyncze rozerwanie taboru nie doprowadziło do rozgromienia całości sił nieprzyjacielskich, a jedynie części. Relacja ta podaje też straty, dzięki czemu dowiadujemy się o udziale w bitwie jeszcze jednej chorągwi kozackiej – Piotra Falibowskiego (150 koni)[2]. Mając podaną wyżej liczebność podjazdu okazuje się, że w pozostałych chorągwiach musiało być jeszcze 300 koni. Powinny być to zatem dwie chorągwie kozackie po 150 koni:

Tam zabito z pod chorągwie P. Chwalibowskiego Pana Czerkaskiego y Porucznika postrzelono. Spod chorągwie JMP Sapiehy Tomasza Kotowskiego dwa kroć postrzelono y inszych towarzystwa kilkunastu postrzelono y Czeladzi, a zabitych kilka, wzięła jednak y ta Kupa wstręt ieno co ruszyli się ku Chorodnicy Korecki[ej], wyrżnęli się ku Połonnemu.

Interesujący jest fragment listu Adama Kisiela[3]. Najpierw mamy tam opis miejsca walki i samego boju:

Pułk ieden [kozacki] oparł się między Kołkami y Czartoryskiem po tym pogromie, który się stał pod Huszczą, obrócili się wszyscy w Polesie, za którymi musiałem wysłać Jego Mść P’a Sapiehę z Komarza Brata mego, który doszedł ich z kilką chorągwi y dał im wstręt, że cofnąwszy się poczęli uchodzić. Tandem[4] zgotowawszy się przed tym między Ścieszkami y lasami z Taboru pod Tynem wyszli, gdzie nad mój Ordinans ochota Ich MM zmaczała ich

Najwyraźniej wysłany podjazd nacierał bardziej ochoczo niż nakazał Kisiel. Dalej znów następuje wyliczenie strat. Najciekawsza wydaje się tu wzmianka o kuli, która wbiła się w napierśnik:

y narażono nie mało [Kozaków] ale tesz y nie bez swoiey szkody, bo y samego JMP’a Krzysztopha Sapiehę mało nie zabito, w blachu przednim została kula y towarzystwa przednich kilka postrzelonych także, a czeladzi także kilkanaście.

 Po tej bitwie Kozacy odeszli:

na Horodnicę, y poszli ku swemu Woisku.



[1] APG, sygn. 300, R/Ee, 32, s. 557, Diaryusz de Data 30 Aug: z Puł mile od obozu wielkiego z obozu JMP W[ojewody] Bra[cławskiego].
[2] Liczebności chorągwi podaje BCzart., rkps 142, s. 428–429, Laudum W[ojewó]dz[twa] Wołyńskiego, 25 VI 1648 Łuck.
[3] APG, sygn. 300, R/Ee, 32, s. 467, Copia listu od P’a Woiewody Bracławsk. do Jego Mci P’a Canclerza Koronnego [Jerzego Ossolińskiego] de data 20 Aug. W Obozie Comissarskim.
[4] Wreszcie



poniedziałek, 8 czerwca 2015

Dwie relacje o zwycięstwie nad zbuntowanymi Kozakami pod Piątkiem w 1593 roku

Do starcia tego doszło w czasie pierwszej rebelii kozackiej w Polsce. Kozacy dowodzeni przez Krzysztofa Kosińskiego cofali się spod Ostropola przed maszerującymi z Konstantynowa siłami polskimi dowodzonymi przez wojewodę kijowskiego Konstantego kniazia Ostrogskiego. W końcu jednak zdecydowali się na stawienie oporu. Było to nasze pierwsze większe i od razu zwycięskie starcie z Kozakami.
Niestety nie za wiele o nim wiadomo. Najobszerniejszy znany mi i innym historykom opis dał współczesny wypadkom kronikarz Joachim Bielski:
Tegoż roku Kosiński, hetman Kozacki z Podlasia rodem, zebrawszy do pięciu tysięcy ludzi, czynił wielkie szkody na Podolu w majętnościach książęcia Ostrogskiego wojewody kijowskiego (...) Widząc tedy książę wojewoda kijowski, że ta swawola (która nie tylko jemu samemu ale wszystkiej Koronie za czasem wielkie niebezpieczeństwo mogła przynieść) inaczej pohamowana być nie mogła jedno mocą wszystką trzeba się jej było oprzeć: jął zbierać lud przeciwko jemu w Konstantynowie i gdzie indziej w Rusi, a książę Janusz, syn jego, dzisiejszy pan [kasztelan] krakowski w Polsce około Tarnowa i w Węgrzech.
A gdy już  z ludem ciągnęli, nie chciał ich w Ostropolu Kosiński (gdzie tam mieszkał) czekać, ale do Piątku, miasta drugiego książęcego ustąpił, jako na mijesce mocniejsze i bezpieczniejsze, i tam się okopał. A wszakże nie chcąc się tam dać oblec umyślił wyciągnąć w pole i dać bitwę;
przeto [Kosiński] część ludzi przed sobą wprzód wysłał; którzy by mu tabor na miejscu słusznym w polu postanowili. A to było w dzień Mariej Gromnic [Matki Bożej Gromnicznej-2 luty] tegoż roku pańskiego 1593 już po niektórych utarczkach, które przed tym miał wojewoda kijowski z nimi; na których się szczęściło Kosińskiemu. I przetoż ludzie jego [księcia] nie bardzo na ten czas nacierali na Kozaki: i owszem, poczęli im byli tył podawać. Aż gdy książę Janusz upomniawszy swe [ludzie], sam się przede wszystkimi wprzód potkał, dopiero się co żywo jęło suć i garnąć za nim: a naprzód kopijnicy kopiami uderzyli w nie [i] rozerwali je. co widząc oni drudzy, co już byli poczeli tył podawać, obrócili się znowu na nie. Zaczym ich na głowę porazili: tak iż mało ich co uszło, bo je w pogoni bili aż do samego miasta; i aż w bramę je wsiekli. Zginęło w tej potrzebie Kosińskiemu ludzi do trzech tysięcy. Dział mu też 26 wzięto i innej strzelby spolnej nie mało. Chorągwie niemal wszystkie potracił.
Przeto widząc, że o nim źle, bo go tam dobywać chciano, jął traktować. Także dnia 15 marc, puściwszy się na łaskę książęcia wyjechał z miasta i upadł u nóg książęciu, a prosił aby mu to wszystko odpuścić. I zgodzili się tym sposobem ...
Jak widzimy odwaga jednego z dowódców i użycie husarii miało decydujące znaczenie przy odniesieniu sukcesu.
Niewiele do tego wnosi relacja wójta z Wiśniowca, który w liście do Mikołaja Żółkiewskiego stwierdził, że:
Kozaków w bitwie tey która była za Cudnowem pod Piątkiem, zginęło więcej dwu tysięcy, a p. wojewody kijowskiego nie zginęło ludzi i dziesiątka człowieka, na co oczyma swemi słudzy pana mego patrzali, a strony trupa tak powiedzieli, a zwłaszcza ci, którzy w potrzebach bywali, że i pod Byczyną, w tak znacznej potrzebie połowicy trupa takiego nie było jako tam(2).
(1) Joachima Bielskiego dalszy ciąg kroniki polskiej zawierającej dzieje od 1587 do 1598 r., Warszawa 1851, s.188-189.
(2) Listy Stanisława Żółkiewskiego 1584-1620, Kraków 1868, s.26.