Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polemika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polemika. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 grudnia 2015

Garść uwag o książce dotyczącej bitwy pod Łojowem w 1649 r.



Niniejszy wpis dotyczy książki Witolda Biernackiego, Łojów 1649. Działania wojenne na Litwie w latach 1648-1649, Zabrze-Tarnowskie Góry 2014.
Praca ta wg zapowiedzi jest rozszerzeniem książki tegoż autora:
Powstanie Chmielnickiego. Działania wojenne na Litwie w latach 1648-1649, Zabrze 2006
W tym miejscu pozwolę sobie tylko na uwagi ogólne, gdyż szczegółowe zawarłem w recenzji tej pracy wysłanej do redakcji Przeglądu Historyczno-Wojskowego. Jeśli recenzja ta się ukaże oczywiście poinformuję o tym na blogu.

Zgodnie z zapowiedzią jest to faktycznie rozbudowana wersje poprzedniej pracy, są nowe fragmenty w tekście, nowe aneksy, wykorzystano nowe dokumenty.

W pracy tej jest jednak wiele błędów, co nie dziwi wobec faktu, że autor dziękuje za szereg cennych uwag (s. 7) Maciejowi Franzowi, który znany jest z tego, że jego doktorat i habilitacja, dotyczące Kozaczyzny zaporoskiej, doczekały się miażdżących recenzji.
Pełne błędów są wszystkie (!) dygresje i fragmenty pracy dotyczące  walk z Kozakami i Tatarami wojska koronnego. Przykładowo Biernacki podaje nieprawidłowo czas zawarcia rozejmu z Kozakami w czerwcu 1648 r., zaniża co najmniej dwukrotnie liczebność sił kozackich pod Piławcami, błędnie przedstawia przebieg tej batalii, zaniża możliwości mobilizacyjne pospolitego ruszenia koronnego, rozgrzesza Ossolińskiego z pominięcia przy wyborze regimentarzy Wiśniowieckiego w 1648 r., błędnie opisuje sytuację w Koronie w przededniu walk zbaraskich w 1649 r. itd. Wiele tych potknięć spowodowanych jest wykorzystaniem niewłaściwej literatury w której zwracają uwagę przede wszystkim doktorat i praca habilitacyjna Macieja Franza, a także książka Damiana Płowego, którą już wcześniej pozwoliłem sobie zrecenzować:
Liczne błędy znajdują się także we fragmentach dotyczących wojskowości stron konfliktu. Biernacki zdaje się nie wiedzieć że husarze byli zamiennie zwani kopijnikami , twierdzi, że ostatnim starciem w którym husarze przełamali zwarty oddział piechoty zachodnioeuropejskiej był Kircholm (s. 96), przedstawia dwa schematy podziału pułku kozackiego (s. 125) z których jeden już dawno obalił Albert Borowiak.

Najlepszymi fragmentami pracy są te dotyczące stricte tematu, a więc walk na froncie kozacko-litewskim.

Większe zastrzeżenia mam tu tylko do opisu samej tytułowej bitwy. Podobnie jak w poprzedniej pracy Biernacki nadal utrzymuje, że Krzyczewski został wysłany na Litwę spod Konstantynowa około 3 lipca 1649 r. (s. 242, 244). W istocie, co stwierdza jedno z publikowanych w książce źródeł, pułk kijowski przybył pod Czarnobyl z Kijowa (s. 355). Zaniża też Biernacki liczebność sił kozackich w tytułowej batalii co wynika z niezrozumienia przez niego specyfiki wojska kozackiego, a przede wszystkim z niezauważenia w nim personelu pomocniczego (m. in. kobiet i dzieci). Sama bitwa przedstawiona jest w sposób często sprzeczny z przywoływanymi dokumentami. Większość tych sprzeczności daje się zauważyć przy lekturze cytatów z tekstu i przypisów, a przede wszystkim aneksów.
Niezrozumiałe jest np. dlaczego (wobec odkrycia nowych źródeł) Biernacki twierdzi, że kontratak husarii 31 lipca 1649 r. jazda litewska przeprowadziła na prawe skrzydło kozackie (s. 283-284, 286) skoro przywoływane źródła i rycina z "Theatrum Europeaum" są zgodne co do tego że celem szarży kopijników było lewe skrzydło przeciwnika. 

Mimo zauważonych potknięć zdecydowanie warto sięgnąć po nową pracę Biernackiego ale wystrzegać się opisów walk wojsk koronnych z wrogiem (te strony np. przekreślić, wyrwać itp), a także opisów wojskowości. Przebieg batalii łojowskiej warto natomiast skonfrontować z treścią cytatów, aneksów i przedstawionych fragmentów ryciny z "Theatrum Europeaum".

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Jak Pan Daniel Czaplicki do Zbaraża się przebijał



Zarówno czytelnicy „Ogniem i mieczem” jak i znawcy epoki dobrze wiedzą o nieprzyjaźni między podstarościm czehryńskim Danielem Czaplickim (starostą był Aleksander Koniecpolski, chorąży koronny), a przywódcą rebelii Bohdanem Chmielnickim. W pracy Władysława Andrzeja Serczyka natrafiamy na taki opis dotyczący wydarzeń z lipca 1649 roku:

Tymczasem już 12 lipca u starosty sokalskiego Zygmunta Denhoffa w obozie pod Brodami zjawił się podstarości czehryński Daniel Czapliński. Przerwał się jako pierwszy z wysłanników z oblężonego Zbaraża, przyprowadzając ze sobą schwytanego „po drodze” jeńca tatarskiego. Nie udała się natomiast ta sztuka Mikołajowi Zaćwilichowskiemu, wysłanemu razem z nim z polskiego obozu. Czapliński, będący – jak wiadomo – osobistym wrogiem Chmielnickiego, przez swój zatarg z pisarzem Wojska Zaporoskiego zaostrzył konflikt Kozaczyzny z Rzecząpospolitą, co ostatecznie doprowadziło do wybuchu powstania, wykazał się teraz niebywałą odwagą i zuchwalstwem. Z pewnością wiedział, że kozacki hetman wielokrotnie żądał wydania mu podstarościego. Na te żądania nie zwracano wprawdzie uwagi, ale w razie dostania się w ręce przeciwnika Czapliński nie mógł liczyć na zmiłowanie[1].

W rzeczywistości Czaplicki przebijał się ale w odwrotnym kierunku !
Informuje o tym źródło najprawdopodobniej znane Serczykowi, gdyż z wydania w którym się znajduje obficie korzystał w cytowanej pracy (znów uwspółcześniłem pisownię):

starosta sokalski […] ustąpił sam 12 praesentis do Brodów […] nazajutrz przyjechał też tam sam p. Czapliński, który był posłany na podjazd z panem Zaćwilichowskim za wiadomością oblężonego obozu; chcieli się koniecznie przebić do obozu i natracili niemało dobrych swoich wołoszy, ale temu dosyć uczynić nie mogli; o p. Zaćwilichowskim nie masz wiadomości, jeżeli się przebił do obozu, czyli go zabito, czyli pojmany[2]

Po zaznajomieniu się z nim zachodziłem w głowę jak Serczyk mógł się tak fatalnie pomylić. Być może w błąd wprowadził go fragment źródła, które wylicza między innymi chorągwie prywatne Koniecpolskiego jakie dostały żołd za obronę Zbaraża:

JMP. Daniela Czaplickiego […] za darownych ćwierci tylko dwie, ponieważ że nie ze wszystką chorągwią in obsidione Zbaraża zostawał, wedle decyzjej JMP. Komisarzów, na też koni nr 150 [3]

Pozostałe chorągwie Koniecpolskiego dostały za Zbaraż po 3 ćwierci darowne co sugeruje, że z tej chorągwi jedynie 100 koni wzięło udział w obronie. Jak jednak widać z poprzednio cytowanego Czapliński/Czaplicki nie tylko nie był tam z całą chorągwią ale nawet jego samego nie było w oblężeniu.
Warto dodać też, że to Zaćwilichowski zdołał się przedostać, gdyż skądinąd wiadomo, że brał udział w obronie[4]. Obalenie tego mitu nie zmienia jednak faktu, że Sienkiewicz robiąc z pana Daniela człowieka którym można sobie otworzyć drzwi, niewątpliwie uczynił mu wielką krzywdę. Zwłaszcza, że Czaplicki brał udział w podjazdach przeciw Kozakom już wcześniej , np. w 1648 r. przed bitwą piławiecką wraz z tym samym Zaćwilichowskim na czele 7-miu prywatnych chorągwi Aleksandra Koniecpolskiego rozbił podjazd kozacki.


[1] W. A. Serczyk, Na płonącej Ukrainie, Dzieje Kozaczyzny 1648-1651, Warszawa 1998,  s. 253.
[2] Nowiny z Ukrainy de data 15 july, [w:] Archiw Jugo-Zapadnoj Rosii, część 3, t. IV, s.286. To jedyne chyba źródło w którym spotkałem taką formę jego nazwiska. W pozostałych mi znanych występuje jako Czaplicki.
[3] Płk. Adam Sawczyński, Płaca pocztom panięcym w 1650 r., [w:] Przegląd Historyczno-Wojskowy, t. IX, z.1, s.122.
[4] Polecam moje ustalenia w tej mierze: M. Rogowicz, Bitwa pod Zbarażem 1649, Oświęcim 2013, s.118, 127, 138.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Recenzja książki "Od Konstantynowa do Piławiec..."

Swego czasu napisałem recenzję wspomnianej pracy dla nowo-powstającego periodyka, który ... nie powstał. W efekcie było już za późno, by opublikować tekst gdzie indziej, gdyż redakcje przyjmują recenzje bądź artykuły recenzyjne książek nie starszych niż 2-letnie. A zatem udostępniam na chomiku:
http://chomikuj.pl/roman.rozynski/recenzja_P*c5*82owego_-_Copy,5053642659.pdf









wtorek, 19 maja 2015

O wielkości taboru polskiego pod Grunwaldem


Tytułowym problemem zajmowało się wielu historyków. Jednym z najbardziej uznanych i zajmujących się tą problematyką był Andrzej Nadolski. W swej podstawowej pracy na ten temat (Grunwald. Problemy wybrane, Olsztyn 1990) na stronie 71 sprzeciwił się starszym koncepcjom polskich historyków dotyczących szacowania liczby wozów polskiego taboru (T. Nowak, Z. Spieralski-8000, O. Laskowski-9000 lub 11000, S.M.Kuczyński-10500) uważając podane liczby za poważnie przesadzone. Sam Nadolski szacował, że na jeden wóz przypadało około 5-6 kombatantów co przy przyjętych przez niego 20 000 żołnierzy polskich dałoby około 3300 do 4000 wozów (do tego trzeba by doliczyć wozy szacowanych na 10 000 wojsk litewskich ale nie zauważyłem, by Nadolski zajął się tym problemem).

Przywołane jednak przez niego argumenty są nie do obrony.

Pierwszy (robienie analogii między wyprawą morską, a lądową) wydaje się, i słusznie, wątpliwym samemu Nadolskiemu: Przypomnijmy tu analogię krzyżacką, znaną z wyprawy gotlandzkiej , gdzie jeden wóz przypadał na 15 ludzi, a więc na pewno mniej niż jedną kopię. Proporcja ta mogła być wprawdzie spowodowana przez szczególny, amfibijny charakter wyprawy(s.71).

Drugi dotyczy stoczonej 44 lata później bitwy pod Chojnicami. Powołując, się na pracę Mariana Biskupa[1]Nadolski próbuje udowodnić, że niekoniecznie każda lub prawie każda kopia rycerska miała własny wóz. Twierdzi więc, że ogólną liczebność wojsk polskich zaangażowanych w chojnickiej bitwie określa się ze znacznym prawdopodobieństwem na ok. 16 000, bez czeladzi obozowej, co odpowiadałoby ok. 5000 kopii, jeśli podobnie jak to czyni większość zaangażowanych autorów, przyjmiemy jako przeciętną, kopię złożoną z 3 kombatantów. Problem jednak w tym, że w innych miejscach pracy sam Nadolski przyjmuje kopię jako jednostkę organizacyjną jazdy. Tymczasem jazda polska pod Chojnicami szacowana była w źródłach także znacznie mniej niż na 16 000, bo odpowiednio na 11 000 (i 18 000 pieszych, licząc zapewne oprócz pieszych żołdaków także służbę obozową) przez M. von Kokritza (wroga !) i 12 000 przez Lindau’a[2] co dawałoby około 3500 do 4000 3-osobowych kopii. Jeśli więc przyjmiemy, że Długosz podał prawidłową liczbę wozów polskich (4000)[3] to okaże się, że oprócz kilkuset wozów dla pieszych i artylerii znajdziemy 1 wóz na jedną kopię, ewentualnie garstkę mniej. Tymczasem Nadolski przyjął dla swych obliczeń, że to dane krzyżackie były bardziej wiarygodne co do liczby (2000-3000) polskich wozów (s.71). Jest to jednak wątpliwe wobec faktu, że pod osłoną ciemności część wozów zdołano wycofać[4]. Mogło być zatem tak, że te 3000 wozów podane przez Kokritza[5], to te które Krzyżacy zdołali zdobyć. Tak więc, mając do dyspozycji liczby 11-12 000 lub 16 000 polskiej jazdy i 2000, 3000 lub 4000 wozów Nadolski wybrał najwyższe liczby jeźdźców (16 000) i środkową liczbę wozów (3000). Wyraźnie jest to pisanie pod tezę. Z powyższego rozważania wynikałby raczej rachunek 1 wóz na 3 konnych albo najkorzystniej dla zwolenników ograniczenia liczby wozów za samym Kokritzem 3000 wozów na 11000 konnych lub za Długoszem 4000 wozów na podane w innych relacjach 16000 konnych co daje maksymalnie 4 konnych na 1 wóz.

Trzeci argument wydaje się najmocniejszy, jest to liczba 200 wozów w taborze krzyżackim pod Święcinem przypadająca na 1000 jeźdźców krzyżackich (s.71) powtórzona oczywiście za Biskupem[6]. Nie można jednak wykluczyć, że dowódca krzyżacki, wobec lesistego terenu, który musiał utrudniać marsz wozów, wziął jedynie ich część, zwłaszcza, że jak podaje Długosz, śpieszył się, zanim Duninowi nadejdą posiłki[7].Dzielenie lub zmniejszanie taboru było niekiedy praktykowane o czym świadczą lepiej mi znane przykłady XVII-wieczne. Chociażby pod Korsuniem w 1648 roku wobec planowanego odwrotu ograniczono tabor do 26 wozów na chorągiew 100-konną, 18 na 60-konną i 15 na 50-konną.

Czwarty argument to podana przez Zdzisława Spieralskiego liczba wozów w wojsku polskim pod Obertynem (s. 71-72). Powołał się tutaj Nadolski na dwie pozycje Spieralskiego (Kampania obertyńska 1531 roku, Warszawa 1962; Jan Tarnowski, Warszawa 1977, s.151, 159) w przypadku pierwszej nie podając konkretnej strony. W tej drugiej jednak na stronie 159 znajduje się przypis nr 48, który prowadzi jedynie do tej pierwszej pracy na strony 144-147 i 268-269. Szacunek liczby wozów przedstawiony jest tam na stronie 146: Odrzuciwszy więc liczbę 800 wozów[8], stajemy ponownie przed pytaniem, ile w rzeczywistości mogło ich być. Odpowiedź na to pytanie dał sam Tarnowski, który pisał, że „dwiema sty, a najwięcej trzema sty wozów wielki poczet ludzi zakryje, a zawsze i pieszych i jezdnych”. Ustalamy więc na tej podstawie, że w armii polskiej pod Obertynem było około 300 wozów. Problem polega jednak na tym, że przywołany cytat Tarnowskiego z Consilium rationis bellicae (k.4) to rada wojenna, a nie stwierdzenie dotyczące liczby wozów pod Obertynem. Zresztą czyż wielki poczet można utożsamiać z całą armią ? W każdym razie widać, że tutaj Nadolski wziął za dobrą monetę liczbę wziętą z sufitu przez Spieralskiego.

Piąty argument jest tak zabawny, że nie zamierzam go komentować, przytoczę jedynie jako ciekawostkę (s.72): w roku 1939 polska dywizja piechoty na stopie wojennej licząca okrągło 16500 ludzi (dokładnie 16492) posiadała 2600 (dokładnie 2625) wszelkiego typu pojazdów o trakcji konnej, od dział i jaszczy artyleryjskich, poprzez wozy taborowe, aż po jednokonne biedki. Z przeliczenia wynika, że na 1 pojazd przypada w tym wypadku ok. 6 (dokładnie nieco ponad 6,3) kombatantów.

Jak widać szacunek liczby wozów, przyjęty przez Nadolskiego, należy odrzucić. To z kolei ma pewne konsewkncje np. przy ustalaniu marszruty sił polskich. Ale o tym innym razem ... 


[1] M. Biskup, Trzynastoletnia wojna z Zakonem Krzyżackim 1454-1466, Warszawa 1967, s.254, 255, 266.
[2] Ibidem, s.254, przyp. 85, 87.        
[3] Ibidem, s.255.
[4] Ibidem, s.265.
[5] Ibidem, s.255, przyp.95, s.265.
[6] Ibidem, s.624, 626.
[7] Wypisy źródłowe do historii polskiej sztuki wojennej, zeszyt 4, Warszawa 1958, s.47.
[8] Na podstawie liczby wozów towarzyszącej nieznanej jakości wojsku husyckiemu wydało się Spieralskiemu, że znaczna liczba z 670 pocztów konnych i 143 pocztów pieszych nie mogła mieć wozów: Spieralski, Kampania …, s.146. Tymczasem wojsko husyckie, złożone głównie z piechoty, powinno mieć znacznie mniej wozów niż armia rycerska.

poniedziałek, 4 maja 2015

Szybkość poczty w XVII w., cześć 1.

Aby zrozumieć niektóre wydarzenia historyczne warto wiedzieć jak szybko kurierzy docierali z listami do adresata. Wiesław Majewski w jednym z artykułów (1) podaje, że 146 km to 3 dni drogi gońca.
Czy istotnie kurierzy w połowie XVII w. podróżowali tak wolno (prawie 50 km na dobę) ? Znane mi dokumenty stanowczo temu przeczą.
Z dnia 16 czerwca 1648 r. pochodzi,  pisany z Huszczy na Wołyniu, list wojewody bracławskiego Adama Kiesiela do prymasa Macieja Łubieńskiego (2), natomiast odpowiedź nań datowana jest z Warszawy 24 czerwca (3).
Odległość z Huszczy do Warszawy to po obecnych drogach przez Równe, Łuck,  Kowel, Chełm, Piaski, Lublin i Garwolin 514 kilometrów (tak wychodzi na google map). Odległość po drogach XVII-wiecznych była zapewne podobna.
Nawet zakładając, że list Kisiela wysłany był 16 czerwca rano, a odpowiedź 24 czerwca wieczorem, okazuje się, że w 9 dni list przebywał średnio po 57 km/dobę.
Jednak równie dobrze list mógł być wysłany 17go rano , a odebrany jeszcze 23 czerwca wieczorem. To zwiększy szybkość transoportu listu do 73 km/dobę. Nie mamy oczywiście pewności czy list nie został odebrany jeszcze szybciej przed napisaniem odpowiedzi.
Korespondencja króla Jana Kazimierza z Andrzejem Firlejem w roku 1649, tuż przed oblężeniem Zbaraża, zdaje się świadczyć, że kurierzy dostarczali listy jeszcze szybciej
Otóż z listu króla do Firleja (bez daty) wynika, że odebrał w Lublinie list Firleja datowany 28 czerwca z Czohańskiego Kamienia (4). Na ten list królewski Firlej odpowiedział 7 lipca ze Zbaraża (5).
Z Czołhańskiego Kamienia (obecnie Teofipol) do Lublina przez Krzemieniec, Horochów, Uściług, Hrubieszów i Krasnystaw mamy 373 km, natomiast z Lublina do Zbaraża przez Krasnystaw, Sokal, Brody i Załoźce 352 km. To oznacza, że w maksymalnie 10 dni kurierzy przebyli z listami w tę i nazad 725 km, co daje minimalną prędkość kuriera rzędu 72,5 km/dobę.


(1) W. Majewski, Jeremi Wiśniowiecki w czerwcu-lipcu 1648 r.-część 1, "Rocznik przemyski", t. XLIII: 2007, zeszyt 1, Historia wojskowości.
(2) Kopia tego dokumentu m. in.: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, rkps II 225, k.63v-64.
(3) Tamże, k.64.
(4) Archiv Yugo-Zapadnoj Rossii, Kijów 1914, część 3, tom IV, s. 284-285.
(5) Ambroży Grabowski: Ojczyste spominki w pismach do dziejów dawnej Polski, Kraków 1845, tom II, s. 56-57.

poniedziałek, 30 marca 2015

Wokół obrony Zbaraża w 1649 roku

Kiedy ukazała się moja praca na temat walk zbaraskich (Marek Rogowicz, Bitwa pod Zbarażem 1649, Oświęcim 2013):
http://napoleonv.pl/opis/3856473/bitwa-pod-zbarazem-1649.html
zachęcałem na różnych forach historycznych do jej  rzetelnej krytyki. Niestety zamiast tego niejaki Mikołaj Tomaszewski wysłał do redakcji Przeglądu Historyczno-Wojskowego garść skreślonych na kolanie uwag, wynikających głównie z nieuważnego przeczytania mojej pracy:
M. Tomaszewski, Nowa książka o obronie Zbaraża, w: "Przegląd Historyczno-Wojskowy", Warszawa 2014, nr 3, s.166-168:
http://wceo.com.pl/images/Dokumenty/WBBH/PHW/PHW%203-2014_int.pdf
Odpowiedzi na tę nierzetelną krytykę udzieliłem jedynie ze względu na renomę czasopisma w którym ten tekst się ukazał:
M. Rogowicz, W odpowiedzi panu Tomaszewskiemu, w: "Przegląd Historyczno-Wojskowy", Warszawa 2014, nr 4, s.230-233:
http://wceo.com.pl/images/Dokumenty/WBBH/PHW/PHW%204-2014_int.pdf


niedziela, 12 października 2014

Mity w historii, część 1: Uczta zbaraska 10/11 lipca

Każdy z miłośników "Ogniem i mieczem" pamięta zapewne ucztę jaką po rozpoczęciu zbaraskich zmagań wydał na zamku książę Jeremi Wiśniowiecki.
Informację o niej znajdujemy już w pierwszym opracowaniu dotyczącym tej tematyki, które nie jest jednocześnie źródłem. Chodzi tu oczywiście o pracę Ludwika Kubali, gdzie znajdujemy taki opis (1):
W tym samym czasie na zamku zbaraskim Wiśniowiecki wyprawiał ucztę. Wszystkie okna zajaśniały od świateł, zagrzmiały moździerze, trąby i kotły na wiwaty, a cały obóz i miasto wychwalały rezolucyą wodza, który nietylko sam serca nie tracił, ale jeszcze innym otuchy dodać potrafił.
Oczywiście najbarwniejszy dał Sienkiewicz (tu tylko fragment):
-Hetman kazał mi powiedzieć, że w gości przybył do Zbaraża i jutro w zamku was odwiedzi.
-Powiedz mu, że nie jutro, ale dziś wydaję ucztę na zamku!-odrzekł książę.
Jakoż w godzinę później zagrzmiały na wiwaty moździerze, wzniosły się radosne okrzyki-i wszystkie okna zamkowe zajaśniały od tysiąców świec jarzących.
Krótkie wzmianki widzimy w kolejnych pracach na ten temat (2), choć warto zaznaczyć, że ksiądz Ludwik Frąś, autor drugiego naukowego opracowania tematu nie podał informacji o owej uczcie (3), zapewne z tego samego powodu dla której i ja o niej nie wspomniałem. Otóż ta sławna uczta nigdy się nie odbyła !
Przy pisaniu własnej monografii walk zbaraskich (4) starałem się w miarę możliwości sprawdzać każde ustalenie poprzedników, opatrzone przypisem. Doktor Kubala dał w tym przypadku namiar na Manuscripta Martini Goliński (5), gdzie na s.258 przez niego podanej nie ma takiej informacji. Za to stronę dalej można przeczytać w nawiasie między wiadomościami na temat oblężonego Zbaraża o triumfie odprawionym przez Wenecjan po zwycięstwie morskim nad Turkami:
Car też Turecki Posłał po Tatary aby się wrócieli nazad jemu na pomoc, gdyż go Wenetowie srodze porazieli na morzu gdzie beł wysłał Turczyn 80: Galer; 20 nawów walnych, aby Wenetow znieśli, i na pomoc Kandiej poszli, a Wenecki Hetman wyjechał też na morze Jacob Della Rua nie mając tylko 19 Galeonów, tak mu P. Bóg poszczęścieł, że zbieł armadę Turecką, popalił, i wielką zdobycz i Żywności, Armaty, więźniów nabrał, samych więźniow Tureckich 4000, ostatek wyzabijano i potopiono. Za co Weneci Panu Bogu Dziękując, gdy do nich ta nowina doszła do Weneczjej, książę samo w białej szacie srebrnogłowej, [z] Senatorami, Sędziami, z kupcami i z pospólstwem, kapłany, Te deum Laudamus zaczęli, z dział bito, przy posłach cudzoziemskich, a [z] Skarbu Rzeczypospo[litej] Wenecki[eij] do spitaliów i ubogim rozdano Jałmużny dziesięć tysięcy czerwonych złotych, więźniów wszystkich o długi skarbu popłaciwszy wypuszczono, i inne podobne uczynki na chwałę Bożą czyniono, Hetmana zaś tego Jacuba Della Rua wysoką godnością i najbliższą do otrzymania złotka książęcego przyobiecano Uczyniwszy go zaraz Prokuratorem S. Marci i spiżaną jego osobę abo odlawszy na wieczną pamiątkę w Wenecjej postawić uchwalono, ognie po mieście paleli, wieże latarniami oświecali, Szlachta znaczniejsza pospólstwu ofentani z wina rodnego [?] przed Pałacami swemi wystawiali, Brata Hetmańskiego Pospólstwo po mieście cały dzień na rękach i krzesłach nosili i piastowali Wołając Wiva S. Marco i Jakobo della Rua, wielce się cieszyli, działo się to 12 dnia Maja 1649: w porcie Foja nazwanym na brzegach Aziatyckich, gdzie się beły złączeły [z] sobą Galety Tureckie z Aryki, z Azjej, z Cypru, Z Rody; Za co niech będzie Pan w trójcy Świętej Jedynej Pochwalon, Amen
Z tego opisu wynika wyraźnie, że chodzi tu o księcia weneckiego, jak wtedy w Polsce nazywano dożę. Dalej jest natomiast informacja o triumfie urządzonym w Polsce z tej okazji ale w Lublinie przez samego króla. Tak więc sławna uczta zbaraska odbyła się w ... Wenecji, a przez pomyłkę Kubali stała się faktem w polskiej historiografii.

(1) L. Kubala, Oblężenie Zbaraża i bitwa pod Zborowem, [w:] Przewodnik Naukowy i Literacki. Dodatek do „Gazety Lwowskiej.”, Lwów 1874, t. II, red. Władysław Łoziński, s.9.
(2) M. in. W. A. Serczyk, Na płonącej Ukrainie, Dzieje Kozaczyzny 1648-1651, Warszawa 1998, s.231. K. Śledziński, Zbaraż 1649, Warszawa 2005, s.64-65; D. Andrzejczak, Kampania zbaraska 1649 roku, Toruń 2012, s.193.
(3) L. Frąś, Obrona Zbaraża w r. 1649, Kraków 1932.
(4) M. Rogowicz, Bitwa pod Zbarażem 1649, Oświęcim 2013.
(5) Zakład Narodowy im. Ossolińskich, rękopis nr 189.



piątek, 19 września 2014

Zaciągi powiatowe w 1648 roku, część 1

Jak wiadomo po klęsce korsuńskiej (26 V 1648) i zniesieniu tam wojska kwarcianego poszczególne województwa i ziemie Rzeczypospolitej zaczeły zaciągać nową armię. Na ten temat wypowiedziało się kilku znakomitych historyków począwszy od Jana Wimmera, poprzez Dariusza Kupisza, kończąc na Albercie Borowiaku. Ostatnim słowem w temacie jest artykuł Borowiaka pt. Wojska powiatowe przed kampanią piławiecką w 1648 roku, [w:] Studia nad staropolską sztuką wojenną, t. II, red. Zbigniew Hundert, Oświęcim 2013, s.129-160.
Pan Albert poprawił w nim niektóre ustalenia Jana Wimmera ale niestety nie zdołał uniknąć pewnych pomyłek. Wzięły się one głównie z pominięcia przy badaniu tematu źródła powstałego aż rok po opisywanych wydarzeniach ale zarówno wiarygodnego jak i istotnego.
Chodzi o Konstytucye Seymu Walnego Koronnego Warszawskiego, sześćniedzielnego roku pańskiego 1649 dnia 22 listopada, wydane w znanym Panu Albertowi IV tomie Volumina Legum (s.127-151).
Dzięki ich lekturze można poprawniej opisać skład zaciągów ziemi wieluńskiej, województw kujawskich, ziemi dobrzyńskiej, województwa wołyńskiego, mazowieckiego i rawskiego (s.137-142).
W tym miejscu chciałbym się zająć zaciągami ziemi wieluńskiej. Wg Alberta Borowiaka (s.141) na zaciągi wieluńskie dowodzone przez starostę wieluńskiego Stanisława Denhoffa składały się chorągwie: arkabuzerska Andrzeja Tomickiego (100 koni) i dragańska Adama Biskupskiego (100 koni). Oprócz nich starosta miał wystawić na własny koszt 100 piechoty niemieckiej.
Znane mi źródła każą stwierdzić, że ustalenia te, oparte głównie o Laudum Ziemie Wieluńskiej die 15 Juny na Seimiku uchwalone Anno 1648, [w:] BUWr. 1949/440, k.238, nie są do końca ścisłe. Zacznijmy od cytatu z Konstytucyi opisującego zebrane podatki i ich wydatkowanie (Volumina Legum, t. IV, s.137):
Ziemia wieluńska, a prima Julij an. 1648 ad ultimam Decembr. 1649 ćwierci sześć, na każdą po dwoygu podymnych, co uczyni dwanaście. Zosobna na Lwowski y Zamoyski zaciąg podymne dwoie, facit podymnych czternaście, ktore wynoszą summę piędziesiąt y cztery tysiące, sześćset złotych. Wydatek tey summy taki: na pierwszą ćwierć a prima Julij 1648 ad primam Octobr. na arkabuzerów dwieście, po złotych czterdziestu iednym na koń, czyni złotych ośm tysięcy, dwieście
Najwidoczniej laudum sejmikowe (będące przedstawieniem planów) nie zostało ściśle zrealizowane i zamiast za 100 draganów ziemia zapłaciła za 100 dodatkowych arkabuzerów ponosząc przy tym większy koszt, gdyż żołd arkabuzera to 41 złotych przy 36 dla dragana.
Tych 200 arkabuzerów zorganizowano zapewne w 2 chorągwie, gdy bowiem do obozu regimentarzy 1 września weszły siły główne ziemi wieluńskiej ich skład wyglądał tak: "P. Biskupskiego draganow 100 [...] P Starosty Raitarow 100 [...] Piechoty Wielunskiey 100". 2 września przybył jescze ich pułkownik Stanisław Denhoff wraz ze starostą sokalskim Zygmuntem Denhoffem mając "pod sto konnych" (Diariusz obozowy od 1 do 13 września 1648 roku, wydany m. in. w: Relacje wojenne z pierwszych lat walk polsko-kozackich powstania Bochdana Chmielnickiego ..., Warszawa 1999, s.130; Comput Woiska W Obozie Xiążęcia P. Woiewody Sendomierskiego y JMP Podczaszego koronnego, [w:] BCart 379, s.30).
Niestety nie wiadomo jakich 100 konnych prowadzili starostowie ale mało prawdopodobne, by była to arkabuzeria (rajtaria) Tomickiego, gdyż nie znajdujemy o niej wzmianki w dokumentach opisujących udział żołnierzy wieluńskich w walkach pod Konstantynowem 14 września i Piławcami 21-23 września (Wiadomośći z Obozu, [w:] BUWr. 1949/440, k.275'; Nowiny powtorne z Obozu, tamże, k.275'-276).
Znajdujemy tam z kolei informację o udziale w tych walkach niewymienionego w Laudum Kuleszy. Był to najprawdopodobniej Stanisław Kulesza, który w roku nastepnym był rotmistrzem chorągwi wieluńskiej, która dostała żołd darowny na 91 koni za obronę Zbaraża (Zapłata Woyskom Jeo Krolewskiey Mci y Rzptey na Comissiey Lubelskiey pro die Quanta Marty Anni MDCL. Podług Constitiey Sejmu Walnego Warszawskieo Dziewiątym Roku MDCXXXX Dziewiątym Odprawionego złożona, [w:] AGAD, ASW, dz. 86, nr 39, k.36’).

Ostatecznie skład chorągwi wieluńskich wysłanych pod rozkazy regimentarzy wyglądał następująco:
  • Stanisława Denhoffa arkabuzerska, rtm. Stanisław Kulesza      100 koni (państwowa)
  • Andrzeja z Tomic Tomickiego na Baranowie arkabuzerska        100 koni (państwowa)
  • Adama z Rudnik Biskupskiego dragańska                               100 koni (prywatna)
  • Stanisława Denhoffa piesza niemiecka                                    100 osób (prywatna)
Przy czym nie są znane wzmianki o udziale w wyprawie chorągwi dowodzonej przez Tomickiego.
Oprócz chorągwi przeznaczonych na służbę Rzeczypospolitej ziemia zaciągnęła rotę kozacką (100 koni) której rotmistrzem został Wojciech z Siemienic Siemieński (Laudum, k.238).

cdn