Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przypadki wojenne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przypadki wojenne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 stycznia 2016

Czarno to widzę

W urzędowym piśmie polskojęzycznym wydawanym w Warszawie "Dzienniku powszechnym" w numerze 286  z  3 (15) XII 1863 roku znajdujemy na stronie 1 pod tytułem "Z prowincji" następującą zapiskę:
- Z Siennickiego. W gminie Piaseczno, po utarczce 23 października (4 listopada) (1) r. b. [roku bieżącego] nastąpionej, między trzema poległymi powstańcami znaleziono jednego murzyna (?) niewiadomego pochodzenia.
Nie wiem czemu po słowie "murzyna" redaktor umieścił znak zapytania, nie wiem też czy coś pisano o udziale murzyna lub murzynów w powstaniu styczniowym niemniej brzmi to interesująco.

(1) W nawisie data wg nowego stylu, w tekście wg kalendarza schizmatyckiego.

czwartek, 19 listopada 2015

Przyczynek do długości żołnierskiej służby Zaćwilichowskiego i Kalińskiego

Każdy czytelnik "Ogniem i mieczem" kojarzy zapewne Zaćwilichowskiego. Zdaniem Sienkiewicza był on starym i doświadczonym żołnierzem. I faktycznie. Jak donosi "Instructia Ich Mościom Panom (…) Posłom Woyskowym w kole Generalnym Pod Lwowem na Seym Walny Warszawski (22 XI 1649 r.)" (1):
P. Mikołaj Zaćwilichowski, ten lat 30 y kilka żołnierzem z konia nie zsiadaiąc, lat 24 Rothmistrzem, przez lat 5 Commisarzem (...) Woysk Zaporowskich
 Z tegoż dokumentu poznamy także orientacyjny czas służby postaci z "Potopu" - Kalińskiego, tego samego co wraz z wojskiem szwedzkim w 1655 r. oblegał Jasną Górę:
P. Severin Kaliński, Rothmistrz w Woysku Rczptey dawny z Siwym Jusz w słuszbie Rczptey pokryty włosem przez lat kilka dwadzieścia (czyli dwadzieścia kilka)
Pamiętać należy, że dane te pochodzą z 1649 roku, a obaj wymienieni nadal służyli Rzeczypospolitej.

(1) APG, sygn. 300, 29/ 133, k.325v.

środa, 11 listopada 2015

Kula w zbroi, rozbicie części taboru, jego zawarcie i odwrót czyli starcie pod Tynem w sierpniu 1648 roku



Na początku sierpnia 1648 roku bandy kozackie grasujące na Wołyniu przekroczyły Horyń, a wkrótce zagroziły Ołyce i Łuckowi. Do kontrakcji przystąpił jednak zorganizowany przez województwo wołyńskie pułk zaciężny dowodzony przez wojewodę bracławskiego Adama Kisiela.
Wojewoda, chcąc zabezpieczyć ziemie Wołynia i oczyścić sobie drogę w pobliże głównych sił Chmielnickiego z którym miał pertraktować (w obstawie pułku wołyńskiego), ruszył nad Horyń wysyłając podjazdy we wszystkie strony, gdzie tylko usłyszał o nieprzyjacielu.
Pierwszy podjazd rozgromił kilkuset Kozaków między Huszczą, a Berezdowem. Na podjeździe poległ pan Łuba z chorągwi dowodzącego podjazdem chorążego nowogrodzkiego Mikołaja Kisiela (brata Adama) i kapitan starosty kałuskiego Jana Zamoyskiego z Równego, który był przy tym podjeździe[1]. Źródło, które o tym donosi, przedstawia także dalszy przebieg wydarzeń:

Ziawiła się potym druga Kupa [kozacka], która Stephanów y Włodzimierkę nie daleko Czartory[sk]a y insze miasteczka Podleskie splądrowała, tam wyprawił JMP wo[jewoda] JMPP Sapiechów Krzysztofa y Tomasza w 700 koni,

Warto dodać, że Krzysztof dowodził chorągwią kozacką (150 koni), a Tomasz husarską (100 koni). Nasi:

napadli na nich [Kozaków] pod Tynem, którzy Tabor swóy między rzeką Słuczą, a błotem y wielkimi lassami mieli, uderzyli iednak [Polacy] z odwagą swoią na ten Tabor y nie mogli nic radzić, urwawszy go szmat nie mały wysiekli, a potym oni [Kozacy] znowu spięli Tabor.

Jak widać pojedyncze rozerwanie taboru nie doprowadziło do rozgromienia całości sił nieprzyjacielskich, a jedynie części. Relacja ta podaje też straty, dzięki czemu dowiadujemy się o udziale w bitwie jeszcze jednej chorągwi kozackiej – Piotra Falibowskiego (150 koni)[2]. Mając podaną wyżej liczebność podjazdu okazuje się, że w pozostałych chorągwiach musiało być jeszcze 300 koni. Powinny być to zatem dwie chorągwie kozackie po 150 koni:

Tam zabito z pod chorągwie P. Chwalibowskiego Pana Czerkaskiego y Porucznika postrzelono. Spod chorągwie JMP Sapiehy Tomasza Kotowskiego dwa kroć postrzelono y inszych towarzystwa kilkunastu postrzelono y Czeladzi, a zabitych kilka, wzięła jednak y ta Kupa wstręt ieno co ruszyli się ku Chorodnicy Korecki[ej], wyrżnęli się ku Połonnemu.

Interesujący jest fragment listu Adama Kisiela[3]. Najpierw mamy tam opis miejsca walki i samego boju:

Pułk ieden [kozacki] oparł się między Kołkami y Czartoryskiem po tym pogromie, który się stał pod Huszczą, obrócili się wszyscy w Polesie, za którymi musiałem wysłać Jego Mść P’a Sapiehę z Komarza Brata mego, który doszedł ich z kilką chorągwi y dał im wstręt, że cofnąwszy się poczęli uchodzić. Tandem[4] zgotowawszy się przed tym między Ścieszkami y lasami z Taboru pod Tynem wyszli, gdzie nad mój Ordinans ochota Ich MM zmaczała ich

Najwyraźniej wysłany podjazd nacierał bardziej ochoczo niż nakazał Kisiel. Dalej znów następuje wyliczenie strat. Najciekawsza wydaje się tu wzmianka o kuli, która wbiła się w napierśnik:

y narażono nie mało [Kozaków] ale tesz y nie bez swoiey szkody, bo y samego JMP’a Krzysztopha Sapiehę mało nie zabito, w blachu przednim została kula y towarzystwa przednich kilka postrzelonych także, a czeladzi także kilkanaście.

 Po tej bitwie Kozacy odeszli:

na Horodnicę, y poszli ku swemu Woisku.



[1] APG, sygn. 300, R/Ee, 32, s. 557, Diaryusz de Data 30 Aug: z Puł mile od obozu wielkiego z obozu JMP W[ojewody] Bra[cławskiego].
[2] Liczebności chorągwi podaje BCzart., rkps 142, s. 428–429, Laudum W[ojewó]dz[twa] Wołyńskiego, 25 VI 1648 Łuck.
[3] APG, sygn. 300, R/Ee, 32, s. 467, Copia listu od P’a Woiewody Bracławsk. do Jego Mci P’a Canclerza Koronnego [Jerzego Ossolińskiego] de data 20 Aug. W Obozie Comissarskim.
[4] Wreszcie



poniedziałek, 9 listopada 2015

Walka jazdy z pieszymi w lesie, gęstym życie, pancerze pod odzieżą i połamane bagnety

Dnia 18 czerwca 1863 r. doszło pod Górami do walki złożonego z samej konnicy oddziału polskiego z czekającym nań w zasadzce oddziałem rosyjskim. Oddział polski mimo zaskoczenia odważył się na atak ale został zmuszony do ucieczki. Nie pisałbym więc o tym starciu gdyby nie interesujące aspekty tego starcia, jakie naświetla urzędowy raport rosyjski:

Dowódca 3ej kompanji strzelców Halickiego pułku piechoty, porucznik Pleskaczewski, wysłany ze Staszowa w powiat Stopnicki z powierzoną mu kompanją i 50 kozakami z 3 seciny Dońskiego pułku kozackiego Nr. 3, pod dowództwem esauły Bołdyrewa, przechodząc przez powiat Stopnicki otrzymał wiadomość, że w folwarku Góry w powiecie Miechowskim, oczekują przybycia jezdnych buntowników pod dowództwem Bogdana Bończy na d. 6 (18) czerwca z rana. Podszedłszy przed świtem pod ten folwark, wojska bezzwłocznie otoczyły go i przy rewizji zatrzymano kilku ludzi, którzy w nocy przybyli bryczkami; byli to jak się okazało, kwatermistrze bandy. Przekonawszy się w ten sposób, że ci „żandarmi wieszający”, rzeczywiście zamierzają wkrótce przybyć do wsi Gór, porucznik Pleskaczewski rozstawił w ukryciu całą kompanję w parku i schował kozaków w oddzielnym podwórzu, w zamiarze, aby wpuścić całą bandę na podwórze folwarku i dopiero wtedy uderzyć na nią. Na nieszczęście plan ten nie udał się; jeden buntownik, który jechał na 500 kroków przed bandą, wjechawszy na podwórze, dostrzegł zasadzkę i dał swoim znak; natenczas rozpoczął się ogień z ręcznej broni, i kozacy wyskoczywszy z zasadzki, szybko rzucili się za buntownikami, którzy uciekli do blisko leżącego lasu. Piechota wyskoczywszy z poza drzew, biegnąc rzuciła się za buntownikami do lasu. Uprzedzeni przez kozaków buntownicy zmieszali się w szyku, a śpiesznie przybyła piechota strzałami i bagnetem zaczęła ich razić. Po zaciętej walce ręcznej w lesie, buntownicy w rozsypce zaczęli uciekać. W czasie boju, który miał miejsce częścią w lesie, a częścią w gęstym życie, buntownicy ponieśli znaczną stratę; do 50 trupów pozostało na miejscu, ranionych około 100, w tej liczbie ciężko poraniony bagnetami i pikami przywódca bandy Bończa, który umarł na drugi dzień. Oprócz tego wzięto 8 wozów, 32 konie i wiele prochu, ładunków i broni. Banda ta składała się z dobrze uzbrojonych jeźdźców, po większej części z wyższego stanu; pod odzieżą mieli oni pancerze, co dowodzi 16 złamanych bagnetów i 12 przełamanych pik.
Strata z naszej strony bardzo mało znaczna: dwóch jest ciężko ranionych, dwóch lekko, a wielu szeregowców silnie jest potłuczonych przez konie, przy utarczce z kawalerją w lesie (1).
Oczywiście straty oddziału polskiego tradycyjnie zostały zawyżone. Trudno mi coś powiedzieć na temat tych pancerzy, bo znane mi relacje polskie nic o tym nie mówią.

(1) "Dziennik Powszechny", 26 VI 1863, s.1.

sobota, 6 czerwca 2015

Zaradni kursorzy

Czytając rękopiśmienną księgę Marcina Golińskiego (1) natrafiłem na wzmianki przypominające mi niezwykłe losy dzielnych bohaterów książek Karola Maja, którzy nagminnie uchodzili z niewoli. Historie te jednak różnią się od tamtych tym, że wydarzyły się naprawdę. Niestety nie podają one szczegółów uwolnienia się posłańców.
Zacznijmy od tego, że 26 października, po nieudanym oblężeniu i wzięciu okupu, wojska kozackie z posiłkami tatarskimi odstąpiły od Lwowa i poszły na Zamość. W okolicy, w odległości dwóch mil (blisko 15 km) została jednak część wojsk nieprzyjacielskich, więc w praktyce miasto wciąż znajdowało się w oblężeniu.
Jak donosił ze Lwowa, listem z 3 listopada, Samuel Kuszewicz:
Mamy wiadomość, że w tych dniach Kursor Krakowski wpadł nad samym Lwowem w ręce Nieprzyiacielskie, z których potym uszedł y do Krakowa wrócił się.
 Kolejny posłaniec zdołał się jednak przedostać - wg tejże relacji:
Przyszedł w tych dniach z Krakowa Kursor od Paniey Robertowey do samego Pana posłany.
 Najtrudniejszą podróż miał kolejny posłaniec. Jak pisał dalej Kuszewicz:
Teraz gdy piszę przyszedł ipso momento Cursor z Warszawy, bez Listów, uciek[ł]szy z rąk Nieprzyiacielskich kilka razy na drodze będąc poimany.
Wreszcie kursor wyprawiony ze wspomnianym listem Kuszewicza musiał się przebić, skoro odpis jego listu trafił do księgi Golińskiego, który był rajcą kazimierzowskim (2).

(1) Zakład Narodowy im. Ossolińskich, rkps II 189, s. 162 - 166.
(2) Kazimierz - obecnie dzielnica Krakowa, niegdyś osobne miasto pod Krakowem.

wtorek, 2 czerwca 2015

Zakupy bardziej niebezpieczne niż szturm

Gdy oblężenie Zbaraża (10 lipca-25 sierpnia 1649 roku) dobiegało końca obrońcom brakowało jedzenia. Po ustaniu walk ale jeszcze w trakcie pertraktacji udali się zatem na targi do obozu nieprzyjacielskiego:
Die 23 augusti (w poniedziałek), wigilia świętego Bartłomieja Apostoła. My już in pace [w pokoju] kupujemy u Kozaków żywność i konie. Dzień pogodny, znajomi znajomych częstują gorzałką, chlebem, jabłkami. Hałasy jednak za zrywaniem czapek u naszych. Orda siła nieostrożnych zabrała; Kozacy też siła odarli, kto się mieszał między nich, nie mając znajomości. Noc w ostrożności, pogodna i spokojna (1).
Oczywiście dowództwo próbowało zapobiedz niebezpieczeństwu i 24 sierpnia:
zakazano puszczać naszych na Targi (2).
Niewiele to jednak pomogło i:
Die 24 augusti (we wtorek). Dzień świętego Barłomieja Apostoła pogodny. Kupujemy żywność, konie i bydło u Kozaków. Noc jednak w ostrożności (3).
Tegoż dnia:
Pan bełski [Andrzej Frilej] dwóch kazał rozstrzelać, iż poszli za wycieczki i za wały w jawne niebezpieczeństwo, tam gdzie do 200 wzięto w więzienie, a otrąbiono pod gardłem [by nie wychodzić] ale nie przyszło do effectu (4).
Co ciekawe straty w czasie targów były większe niż poniesione w czasie jednego z najgroźniejszych ataków kozackich, jaki nastapił 30 lipca w trakcie przenosin za nowe wały kiedy to:
siła naszych zabitych, więcej postrzelonych, pod sto wszys[t]kich (5).
Najpradopodobniej nawet w szturmie generalnym 13 lipca straty polskie były mniejsze od poniesionych na zakupach, gdyż poległo w jego trakcie jedynie kilkanaście towarzystwa. Wiedząc, że 30 lipca straty towarzystwa w zabitych i rannych wyniosły 30 osób przy 100 zabitych i rannych ogółem (6) możemy przypuszczać, że i 13 lipca straty obrońców wynosiły około 100 lub więcej osób, w każdym razie najprawdopodobniej mniej niż 200.

(1) Akta Anni 1649 pod Zbarażem Nowym albo raczej diariusz..., w: Relacje wojenne z pierwszych lat walk polsko-kozackich powstania Bochdana Chmielnickiego okresu "Ogniem i mieczem" (1648-1651), Warszawa 1999, s.161.
(2) Diariusz rzeczy w Woysku naszym ad Decima octava Juny, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, rkps II 9538, s.19.
(3) Akta Anni 1649 ..., s.161.
(4) Diariusz rzeczy..., s.20.
(5) Diariusz rzeczy, s.9-10.
(6) M. Rogowicz, Bitwa pod Zbarażem 1649, Oświęcim 2013, s.118, 129.

niedziela, 17 maja 2015

W samo południe pana Skrzetuskiego przewaga

Słynny Mikołaj Skrzetuski, po wydostaniu się ze zbaraskiego oblężenia w 1649 roku, nie zasypywał bynajmniej gruszek w popiele. W materiałach dotyczących wydarzeń z roku 1651 (sprzed bitwy beresteckiej) znjdujemy ciekawą wzmiankę powstałą w taborze wojska koronnego (1):
Języka  wiozą dobrego, to jest piąci kozaków w Sasowie przez owego pana Skrzetuskiego wziętych, co ze Zbaraża do nas przybył, którzy zeznali, że wczora, to jest w wigilią świąteczną Chmiel był we Złoczowie mil 10 od nas, a wprzód wyprawił 2 tysiący tatarów, a kozaków tysiąc, na odłączenie koni naszym i kazał iść [im] na Gliniany i Żółkiew, w tył nam zachodzić, na rozgromienie tych co się ściągają do obozu. Bieda temu co nie rychło chodzi. Król jegomość dziś w nocy posłał przeciwko nim tysiąc człeka, i znowu w posiłku za nimi pięćset. Nadzieja w Bogu, że nie nada się im impreza nam bardzo szkodliwa. Tak ostrożnie [wróg] idzie, że i języka nie dają sobie brać, w takiej srogiej kupie, dziewięciu naszych podjazdów nic nie sprawiło, ledwie Skrzetuski z wołoszą województwa Kijowskiego, tego się języka z wielką odwagą,w południe samo wpadłszy, dostał.
(1) Copia listu z obozu die 29 maii (1651), w: Dżereła z istorii nacionalno-wizwolnoj wijny ukraińskogo narodu, t. II (1650-1651 gg.), Kijów 2013, s.163.

poniedziałek, 30 marca 2015

Dwa moje teksty poza blogiem

22 grudnia 2014 roku na portalu historia.org.pl  ukazał się mój miniartykuł dotyczący udziału kobiet i dzieci w działaniach zbrojnych:
http://historia.org.pl/2014/12/22/kobiety-i-dzieci-w-wojsku-nowa-moda-czy-odwieczny-standard/
3 stycznia 2015 roku w tymże miejscu opublikowano drugi mój tekst, dotyczący udziału czarownic kozackich w starciu pod Sulżyńcami 1 czerwca 1649 roku:
http://historia.org.pl/2015/01/03/czarownice-kozackie-w-bitwie-pod-sulzyncami/
Warto dodać, że wcześniej pisał o tym na swoim blogu Michał Paradowski:
http://kadrinazi.blogspot.com/2010/09/wiedzmy-szabla-i-acina.html

piątek, 19 września 2014

Szczęśliwy towarzysz, martwy ciura

W czasie obrony Zbaraża w 1649 roku nie raz dochodziło do strzelaniny. Bardzo intensywnie stanowiska sił polskich były ostrzeliwane od rana 21 do południa 24 lipca. W trakcie wymiany ognia doszło do dość niezwykłego przypadku. Oddajmy głos autorowi wierszowanej relacji z epoki:
W brodę zmierzono pana Podhorodyńskiego,
Aż się kula odbiwszy o zbroję onego, 
Trafiła pana Łady czeladnika, koni
Który w dole strzegł. Śmierci nigdzie się nie schroni
Trafiony w zbroję towarzysz stał zapewne na wale. Ów dół w którym czeladnik strzegł koni znajdował się za wałem, gdyż Polacy wobec silnego ostrzału wnętrza obozu wykopywali tam doły, by chronić w nich cenne konie. Zaiste imponujący musiał być kąt pod jakim odbiła się kula.

Więcej ciekawostek na temat obrony Zbaraża znajdzie czytelnik w mojej książce:
M. Rogowicz, Bitwa pod Zbarażem 1649, Oświęcim 2013.