Tytułowym problemem zajmowało się wielu historyków. Jednym z najbardziej uznanych i zajmujących się tą problematyką był Andrzej Nadolski. W swej podstawowej pracy na ten temat (Grunwald. Problemy wybrane, Olsztyn 1990) na stronie 71 sprzeciwił się starszym koncepcjom
polskich historyków dotyczących szacowania liczby wozów polskiego taboru (T.
Nowak, Z. Spieralski-8000, O. Laskowski-9000 lub 11000, S.M.Kuczyński-10500)
uważając podane liczby za poważnie przesadzone. Sam Nadolski szacował, że na
jeden wóz przypadało około 5-6 kombatantów co przy przyjętych przez niego 20 000
żołnierzy polskich dałoby około 3300 do 4000 wozów (do tego trzeba by doliczyć
wozy szacowanych na 10 000 wojsk litewskich ale nie zauważyłem, by Nadolski zajął się tym problemem).
Przywołane jednak przez
niego argumenty są nie do obrony.
Pierwszy (robienie analogii między wyprawą
morską, a lądową) wydaje się, i słusznie, wątpliwym samemu Nadolskiemu:
Przypomnijmy tu analogię krzyżacką, znaną z
wyprawy gotlandzkiej , gdzie jeden wóz przypadał na 15 ludzi, a więc na pewno
mniej niż jedną kopię. Proporcja ta mogła być wprawdzie spowodowana przez
szczególny, amfibijny charakter wyprawy(s.71).
Drugi dotyczy stoczonej 44
lata później bitwy pod Chojnicami. Powołując, się na pracę Mariana Biskupa
Nadolski
próbuje udowodnić, że niekoniecznie każda lub prawie każda kopia rycerska miała
własny wóz. Twierdzi więc, że
ogólną
liczebność wojsk polskich zaangażowanych w chojnickiej bitwie określa się ze
znacznym prawdopodobieństwem na ok. 16 000, bez czeladzi obozowej, co
odpowiadałoby ok. 5000 kopii, jeśli podobnie jak to czyni większość
zaangażowanych autorów, przyjmiemy jako przeciętną, kopię złożoną z 3
kombatantów. Problem jednak w tym, że w innych miejscach pracy sam Nadolski
przyjmuje kopię jako jednostkę organizacyjną jazdy. Tymczasem jazda polska pod
Chojnicami szacowana była w źródłach także znacznie mniej niż na 16 000,
bo odpowiednio na 11 000 (i 18 000 pieszych, licząc zapewne oprócz
pieszych żołdaków także służbę obozową) przez M. von Kokritza (wroga !) i
12 000 przez Lindau’a
co dawałoby około 3500 do 4000 3-osobowych kopii. Jeśli więc przyjmiemy, że
Długosz podał prawidłową liczbę wozów polskich (4000)
to okaże się, że oprócz kilkuset wozów dla pieszych i artylerii znajdziemy 1
wóz na jedną kopię, ewentualnie garstkę mniej. Tymczasem Nadolski przyjął dla
swych obliczeń, że to dane krzyżackie były bardziej wiarygodne co do liczby (2000-3000)
polskich wozów (s.71). Jest to jednak wątpliwe wobec faktu, że pod osłoną
ciemności część wozów zdołano wycofać
.
Mogło być zatem tak, że te 3000 wozów podane przez Kokritza
,
to te które Krzyżacy zdołali zdobyć. Tak więc, mając do dyspozycji liczby
11-12 000 lub 16 000 polskiej jazdy i 2000, 3000 lub 4000 wozów Nadolski
wybrał najwyższe liczby jeźdźców (16 000) i środkową liczbę wozów (3000).
Wyraźnie jest to pisanie pod tezę. Z powyższego rozważania wynikałby raczej
rachunek 1 wóz na 3 konnych albo najkorzystniej dla zwolenników ograniczenia
liczby wozów za samym Kokritzem 3000 wozów na 11000 konnych lub za Długoszem
4000 wozów na podane w innych relacjach 16000 konnych co daje maksymalnie 4
konnych na 1 wóz.
Trzeci argument wydaje się najmocniejszy, jest to liczba 200
wozów w taborze krzyżackim pod Święcinem przypadająca na 1000 jeźdźców krzyżackich
(s.71) powtórzona oczywiście za Biskupem
.
Nie można jednak wykluczyć, że dowódca krzyżacki, wobec lesistego terenu, który
musiał utrudniać marsz wozów, wziął jedynie ich część, zwłaszcza, że jak podaje
Długosz, śpieszył się, zanim Duninowi nadejdą posiłki
.Dzielenie
lub zmniejszanie taboru było niekiedy praktykowane o czym świadczą lepiej mi
znane przykłady XVII-wieczne. Chociażby pod Korsuniem w 1648 roku wobec
planowanego odwrotu ograniczono tabor do 26 wozów na chorągiew 100-konną, 18 na
60-konną i 15 na 50-konną.
Czwarty argument to podana przez Zdzisława
Spieralskiego liczba wozów w wojsku polskim pod Obertynem (s. 71-72). Powołał
się tutaj Nadolski na dwie pozycje Spieralskiego (Kampania obertyńska 1531
roku, Warszawa 1962; Jan Tarnowski, Warszawa 1977, s.151, 159) w przypadku
pierwszej nie podając konkretnej strony. W tej drugiej jednak na stronie 159
znajduje się przypis nr 48, który prowadzi jedynie do tej pierwszej pracy na
strony 144-147 i 268-269. Szacunek liczby wozów przedstawiony jest tam na
stronie 146:
Odrzuciwszy więc liczbę 800
wozów,
stajemy ponownie przed pytaniem, ile w rzeczywistości mogło ich być. Odpowiedź
na to pytanie dał sam Tarnowski, który pisał, że „dwiema sty, a najwięcej
trzema sty wozów wielki poczet ludzi zakryje, a zawsze i pieszych i jezdnych”.
Ustalamy więc na tej podstawie, że w armii polskiej pod Obertynem było około 300
wozów. Problem polega jednak na tym, że przywołany cytat Tarnowskiego z
Consilium rationis bellicae (k.4) to rada wojenna, a nie stwierdzenie dotyczące
liczby wozów pod Obertynem. Zresztą czyż wielki poczet można utożsamiać z całą
armią ? W każdym razie widać, że tutaj Nadolski wziął za dobrą monetę liczbę
wziętą z sufitu przez Spieralskiego.
Piąty argument jest tak zabawny, że nie
zamierzam go komentować, przytoczę jedynie jako ciekawostkę (s.72):
w roku 1939 polska dywizja piechoty na
stopie wojennej licząca okrągło 16500 ludzi (dokładnie 16492) posiadała 2600
(dokładnie 2625) wszelkiego typu pojazdów o trakcji konnej, od dział i jaszczy
artyleryjskich, poprzez wozy taborowe, aż po jednokonne biedki. Z przeliczenia
wynika, że na 1 pojazd przypada w tym wypadku ok. 6 (dokładnie nieco ponad 6,3)
kombatantów.
Jak widać szacunek liczby wozów, przyjęty przez Nadolskiego, należy odrzucić. To z kolei ma pewne konsewkncje np. przy ustalaniu marszruty sił polskich. Ale o tym innym razem ...