środa, 11 stycznia 2017

Nieudolna praca o nieudolnym hetmanie



Dariusz Wasilewski, Hetman wielki koronny Mikołaj Potocki - hetman shańbiony? (wyd. 2016)

Zapoznałem się w księgarni jedynie z interesującymi mnie fragmentami książki dotyczącymi wydarzeń z rebelii Chmielnickiego (lata 1648-51).

Praca oparta jest na bardzo skromnej bazie źródłowej, a znacznie bardziej na literaturze przedmiotu i to zazwyczaj tej gorszej. Razi szczególnie częste powoływanie się na prace Macieja Franza, znanego z tego, że nigdy w życiu nie napisał dobrej pracy dotyczącej Kozaczyzny Zaporoskiej, a we wszystkich napisanych nie zawarł bodajże nawet jednego nowego ustalenia lub skutecznej polemiki z dotychczasowymi pracami. W rezultacie autor nie ustala nic nowego, a powtarza jedynie to co już wiadomo, a i to niekoniecznie, bo wiele przepisanych przez niego dywagacji zostało obalonych w lepszej literaturze.

Z zapamiętanych potknięć można zauważyć błędne zdefiniowanie celu wyprawy Stefana Potockiego, która zakończyła się tragiczną bitwą nad Żółtymi Wodami (29 IV - 16 V 1648). Oczywiście celem syna hetmańskiego nie było rozpoznanie sił wroga, a ich zniesienie. Hetman nie wiedział wtedy jeszcze, że Chmielnickiemu nadeszły na pomoc nowe siły tatarskie (oprócz tych kilkuset czy 500 ludzi o których już wiedział). Nie jest też prawdą, że siły tatarskie nadeszły na pomoc Kozakom już 13 marca. Ten dzień to data zawarcia na Krymie porozumienia kozacko-tatarskiego. Właściwie to ze znanych mi i innym historykom źródeł nie sposób podać daty dotarcia większych sił tatarskich na Zaporoże. Mogło się to stać nawet długo po wyruszeniu Stefana Potockiego przeciw buntownikom. Możliwe też, że siły te nadchodziły częściami. Nie jest oczywiście prawdziwa cyfra 7000 ordyńców jacy mieli pomagać Kozakom nad Żółtymi Wodami i pod Korsuniem. Tyle sugeruje jedynie bałamutny w tej mierze opis Samuela Twardowskiego z kompilacyjnej "Wojny domowej ...". Minimalna liczba jaką podają źródła to 20 000 nad Żółtymi Wodami.

Opisując kampanię korsuńską Wasilewski w czarnych barwach kreśli sytuację sił polskich. Oczywiście wobec celu pracy jakim jest uniewinnienie Mikołaja Potockiego z poniesionych klęsk autor pracy nie przytacza znanej w literaturze przedmiotu opinii Adama Hieronima Sieniawskiego o przyczynach klęski i sytuacji sił polskich przed klęską korsuńką, która choć trudna wcale nie była zła - wystarczyło jedynie zostać w obozie i czekać na posiłki:
http://romanrozynski.blogspot.com/2015/05/przyczyny-kleski-korusnkiej-w-1648-roku.html

Nie pamiętam już co autor naknocił na temat bitwy beresteckiej i kampanii białocerkiewskiej ale nie ma tam nic ciekawego co warto byłoby zapamiętać.

W każdym razie odradzam zakup

Nieudana książka o kampanii białocerkiewskiej 1651 r.




Konrad Rzepecki, Kampania białocerkiewska 1651 (wyd. 2016)

Praca ta jest przede wszystkim błędnie zatytułowana, gdyż dotyczy wszystkich wydarzeń militarnych z 1651 r. poczynając od zimowej kampanii hetmana polnego Marcina Kalinowskiego, przez bitwę berestecką i wreszcie tytułową kampanię. Z pracy tej nie dowiemy się absolutnie nic nowego na temat opisanych wydarzeń, a to co się dowiemy jest dość dalekie od rzeczywistości bądź bardzo ogólnikowe. Przykładem jest pójście autora bezkrytycznie za wielokrotnie obalonymi i zupełnie absurdalnymi tezami Olgierda Górki, który ubzdurał sobie, że wojska tatarskie pod wodzą chana mogły liczyć w tym czasie maksymalnie do 30 000 ludzi. Taką właśnie cyfrę podał Rzepecki dla wojsk tatarskich pod Beresteczkiem - nie ma ona oczywiście poparcia w źródłach. Opisy wydarzeń poprzedzających właściwy temat pracy zostały nadmiernie rozbudowane ale i tak nie przedstawiają w sposób właściwy ani sił polskich ani przeciwników ani przebiegu wydarzeń - nie dziwi to gdyż oparte są o literaturę przedmiotu, która nie jest bynajmniej warta zbyt wiele.

Autor niezmiernie rzadko korzystał z dokumentów archiwalnych, a co gorsza jedynie wydanych drukiem i to tych najbardziej popularnych. Nie zauważyłem wykorzystania niedawno wydanego na Ukrainie bardzo cennego dla historyka zbioru dokumentów w kilku tomach pt.: Dżereła z istorii nacionalno-wizwolnoj wijny ukrainskogo narodu 1648–1658 rr., a i z pozostałych autor korzystał nazbyt oszczędnie.

Przechodząc do opisu kampanii tytułowej Rzepecki nie pokusił się o ustalenie choćby składu sił polskich, poprzestał jedynie na liczbach ogólnych, których nie potrafił jednak przekonywująco uzasadnić podając w dodatku dość duże widełki, bo od 18 000 do 24 000. Siłę armii kozackiej oszacował nieco wyżej ale nie wykazał dla tej cyfry żadnej podstawy źródłowej. O przebiegu tytułowej kampanii i batalii białocerkiewskiej nie dowiemy się nic nowego (a raczej mniej) w porównaniu z o niebo lepszą, choć wcale nie rewelacyjną, pracą Marcina Domagały.

Podsumowując - unikać jak zarazy.




niedziela, 25 września 2016

Katolik polski wczoraj i dziś

Całkiem niedawno zainteresowałem się wyznawaną przez siebie religią, oczywiście jedyną słuszną jaką jest religia katolicka. Spowodowane to było licznymi niepokojącymi wydarzeniami jak np. poparcie przez Jana Pawła II wchłonięcia Polski przez bezbożną Unię Europejską, a także kazania i wypowiedzi tegoż i księży z których wynika np., że wszyscy będą zbawieni (jeśli tak, to po co się starać ?), Żydzi to nasi starsi bracia w wierze, trzeba być tolerancyjnym dla homoseksualistów itp. To, że coś jest zdecydowanie nie tak uświadomiły  mi jednak dopiero popisy Bergolio.
Odpowiedź na te szkodliwe nowinki znalazłem dość szybko, wynika z niej, że hierarchia kościelna po Soborze Watykańskim II odeszła od nauk Jezusa i stworzyła nowy, heretycki Kościół, z katolickim nie mający nic wspólnego. Jeden z ciekawszych tekstów na stronie resztek wojującego Kościoła rzymsko-katolickiego dotyczy licznych herezji Jana Pawła II
http://www.ultramontes.pl/Apostazja.htm
Nie byłbym oczywiście sobą gdybym nie sięgnął do porównania działań obecnej, jak wszystko wskazuje fałszywej, hierarchii z tą z czasów kiedy Polska była potęgą.
W pracy katolickiego biskupa warmińskiego Marcina Kromera "Polska czyli o położeniu, ludności, obyczajach, urzędach i sprawach publicznych Królestwa Polskiego księgi dwie", wydanej po raz pierwszy 1575 roku (pierwsze autoryzowane wydanie w 1577), można znaleźć m. in. opinie na temat innych religii (korzystam z  przekładu z 1984 roku). I tak dowiadujemy się, że:
Żydzi natomiast, którzy wypędzeni skądinąd zapełnili tłumnie miasta Rusi i Litwy oraz całej niemal Polski, zachowują swą religię - o ile nie należałoby jej nazwać raczej zabobonem czy bezbożnością.
Podobnie Tatarzy Czeremisi w jednym czy drugim mieście Podola odprawiają swe obrzędy i wyznają bezbożny mahometanizm, tak jak i Tatarzy litewscy; w ich świątyni pod Trokami dawno już temu nie mogłem zobaczyć nic prócz umieszczonego na podwyższeniu turbanu, jednego z wielu, jakie wśród tego ludu są w powszechnym użyciu. Ale zostawmy zamieszkałych tu pogan z ich fałszywymi religiami i powróćmy do naszego tematu (s. 95-96).
Jakże prosta, jasna i zdecydowana to odpowiedź na praktyki żydowskie i islamskie w porównaniu z całowaniem Koranu czy tyłków (przepraszam : nóg) muzułmanów jakie uskuteczniają posoborowi "papieże".

Inny przykład katolickiego podejścia znajdujemy w oblężonych Zbarażu w roku 1649 kiedy to konał postrzelony dowódca polskiej artylerii kapitan Sebastian Aders. W jednym z diaruszy zbaraskich czytamy (wydany w pracy: Relacje wojenne z pierwszych lat walk polsko-kozackich powstania Bohdana Chmielnickiego okresu „Ogniem i mieczem”(1648-1651), opracował, wstępem i przypisami opatrzył M. Nagielski, Warszawa 1999 , s. 140-141):
W tychże dniach kapitan armatny postrzelony, którego gdy minister [tj. heretycki celebrans] jm. pana bełskiego kapelan, chciał dysponować, od naszych księży wybity i wygnany z zamku. Jednak nie rewokowawszy [tj. nie nawróciwszy się z błędów] ten kapitan dziś [27 lipca] umarł.
Czytając tę wypowiedź można wręcz odczuć smutek jaki towarzyszy faktowi, że tak dzielny oficer jak Aders, przez trwanie w błędach, skazał się na potępienie.
W tymże diariuszu dowiadujemy się także jak grzebano zwłoki niewierzących (s. 145):
die ultima julii [tj. ostatniego dnia lipca] zabity sługa  księcia jm. spod usarskiej chorągwie, pan Mikołaj Domaracki, który że był arian [arianie - jeden z odłamów heretyków], pochowany w wale zbaraskim.
Jakże to kontrastuje z chowaniem na Skałce, a więc w katolickim sanktuarium, podobno pod naciskiem "papieża" Jana Pawła II, takiego wroga Kościoła i Polakożercy jak Czesław Miłosz ?
 http://www.nto.pl/rozmaitosci/art/4453555,jak-papiez-uratowal-poete-jan-pawel-ii-i-czeslaw-milosz,id,t.html
Zauważmy jeszcze, że Domaracki był jedynie heretykiem ale jednak miłośnikiem ojczyzny, za którą przecież poległ.
Na końcu warto przypomnieć mój wcześniejszy wpis dotyczący kontrowersji w przypadku śmierci Tuhaj beja, gdzie katolicki ksiądz nie ma wątpliwości gdzie (oczywiście do piekła) trafiły dusze "zdechłych" Tuhaj bejów:
http://romanrozynski.blogspot.com/2015/12/o-smierci-tuhaj-bejow.html
Widać tu wyraźne sprzeczności z nauką posoborowego neokościoła, który głosi, że muzułmanin także może być zbawiony trwając w swej (fałszywej przecież) religii.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Garść uwag o kampani Mariana Langiewicza w 1863 roku



Jest to minirecenzja książki Wojciecha Kalwata, Kampania Langiewicza 1863, Warszawa 2012.
Niniejsza praca, wydana przez Bellonę w popularno-naukowej serii Historyczne Bitwy, składa się ze wstępu, 9 rozdziałów, zakończenia, bibliografii, wykazu map i wykazu ilustracji.
Rozdział I omawia wydarzenia przedpowstańcze takie jak manifestacje w Warszawie i na terenie guberni radomskiej, ogólne plany powstańcze i przyczyny wyboru terminu wybuchu. Kalwat ma niewątpliwie rację gdy twierdzi, że „zima nie sprzyjała wojnie partyzanckiej. Las nie dawał należytego schronienia, a śnieg pomagał raczej Rosjanom niż insurgentom. Samo wystąpienie miało charakter improwizacji, a nie zaplanowanego z góry działania” (s. 19).
Rozdział II przedstawia już wybuch powstania. W podrozdziale pt. „Rozmieszczenie sił rosyjskich” zamiast ogólnikowych danych (s. 34-35) lepszy byłby dokładny wykaz sił rosyjskich z podziałem na garnizony jaki autor mógł przepisać ze znanej sobie pracy S. Gesketa (Wojenne diejstwa 1863 godu, Warszawa 1894). Nie wiem skąd pomysł, że Marian Langiewicz, jako naczelnik województwa sandomierskiego, „przeciwko 12 tys. Rosjan i czterem bateriom artylerii, rozlokowanym w 20 garnizonach, mógł przeciwstawić zaledwie 1,5-2 tys. spiskowców” (s. 39), zwłaszcza, że kilka stron wcześniej Kalwat szacuje siły rosyjskie w całej guberni radomskiej obejmującej także woj. krakowskie  na 14,5 tys. żołnierzy (s. 35) co zresztą jest przesadą (Gesket podaje 11,5 tys.). W województwie sandomierskim było faktycznie 20 garnizonów ale obsadzonych przez znacznie mniejsze siły niż 12 tys. żołnierzy.
Rozdział III opisuje organizację i rozbicie obozu polskiego pod Wąchockiem. Nieporozumieniem jest nazwanie koncentracji rosyjskiej po nocy styczniowej sukcesem powstańczym (s. 53). Należałoby ten krok przeciwnika rozpatrywać raczej jako odbierający powstańcom jakiekolwiek szanse powodzenia, gdyż mniejsze garnizony rosyjskie (w sile kompanii lub mniej) powstańcy byli w stanie zaatakować i w razie sukcesu zdobyć nieco broni, skoncentrowanym siłom zaszkodzić nie mogli. W tym miejscu brakuje w pracy także przedstawienia siły nowych rosyjskich garnizonów, jakie znów można znaleźć w przywołanej pracy Gesketa. Słabością pracy tu i dalej jest także brak podania dokładnego składu kolumn rosyjskich wysyłanych przeciw oddziałowi Langiewicza, w wielu przypadkach podanym przez Gesketa. Kalwat podaje jedynie ilość pododdziałów w kolumnach rosyjskich, jednak bez wyszczególnienia z jakich pułków itd (z wyjątkiem 2 kompanii pod Grochowiskami). Trudno mi się także zgodzić z opinią dotyczącą obozu wąchockiego, jakoby „bliskość kuźni nad Kamienną i zakładów w Suchedniowie zapewniła możliwość produkcji broni siecznej – w zasadzie jedynej, jaką można było wytwarzać w warunkach powstania” (s. 54). Na s. 57 autor wspomina o wyprodukowaniu w zakładach suchedniowskich 2 żelaznych śmigownic. Może więc dałoby się wyprodukować także nieco brakujących, a potrzebnych karabinów ? Mało przydatne kosy i inną broń sieczną można natomiast było kuć w mniej wyspecjalizowanych kuźniach. Przy opisie walk w Suchedniowie 2 lutego zdumiewa stwierdzenie jakoby atakujący bagaże rosyjskie oddział Klimaszewskiego został przywitany „gęstym ogniem” (s. 67), skoro kilka wierszy wcześniej autor utrzymuje, że przy bagażach tych było zaledwie pół plutonu piechoty (a zatem ok. 25 ludzi). Nie przekonuje stwierdzenie, że „starcia o Wąchock pokazały niemały talent powstańczego wodza” (s. 72) skoro Rosjanie bez większego trudu pobili siły polskie.
Rozdział IV omawia losy oddziału Langiewicza od ucieczki spod Wąchocka do przybycia do Małogoszczy, a także opis klęski oddziałów powstańczych naczelnika krakowskiego – Apolinarego Kurowskiego pod Miechowem. Fantazją autora jest ręczny bój oddziału polskiego, który dokonał 11 II wypadu z klasztoru świętokrzyskiego. W istocie Rosjanie mieli się cofnąć bez walki zmyleni komendą polskiego dowódcy – kpt. Pióro. Także ocena walki jest nie do przyjęcia. Najpierw Kalwat twierdzi, że Polacy „skutecznie stawili opór”, by kilka linijek dalej opisać utratę „obozowiska oraz furgonu sztabowego z kasą, dokumentami” (s. 84) i rozbiegnięcie się po lesie części powstańczej gromady (s. 85). Wątpliwe jest przypuszczenie autora jakoby straty rosyjskie były podobne do polskich, z przewagi liczebnej, uzbrojenia i przebiegu walki (zdobycie obozu, rozproszenie części oddziału polskiego) wynika, że powinny być znacznie mniejsze. Bezpodstawne jest także stwierdzenie jakoby Rosjanie zaniżyli swe straty w walce o Miechów z oddziałami Kurowskiego. Przecież oddział powstańczy atakujący miasto został rozgromiony, a broniący się w zabudowaniach Rosjanie ruszyli po walce w pościg. W tej sytuacji jest do przyjęcia, że Rosjanie stracili tylko 7 zabitych i 32 rannych przy 400 zabitych i rannych powstańcach (s. 104).
Rozdział V przedstawia działania Langiewicza po połączeniu się z Jeziorańskim od klęski małogoskiej po założenie obozowiska w Goszczy. Co najmniej nieprzekonywujący jest opis zaciekłych walk o miasteczko Małogoszcz w czasie bitwy pod tą miejscowością 24 lutego (s. 116-117). Nie spotkałem się dotychczas z takowym opisem w źródłach dotyczących tej bitwy. Dalej autor niepotrzebnie podważa ocenę strat polskich autorstwa Langiewicza (120 zabitych i rannych). Co prawda jak podaje w przypisie za opracowaniem Cabana 5 marca w Małogoszczy pogrzebano 160 zabitych (s. 119) ale nie można zapominać o tym, że Rosjanie jeszcze podpalili zabudowania i przy okazji zmasakrowali mieszkańców miasta. Podobnie bezpodstawne jest podważanie 6 rannych po stronie rosyjskiej (s. 119-120). Takie straty u wroga wobec przebiegu walki są do przyjęcia, gdyż Rosjanie posiadający broń o większym zasięgu w starciu tym z daleka bezpiecznie ostrzeliwali stojące głównie w polu siły polskie, odparli też parę kontrataków ogniem z bliższej odległości. Ocena strat rosyjskich na 100 osób pokazuje, że autor jest w tych sprawach dyletantem. Nie można także, tak jak to czyni Kalwat (s. 131) negować strat rosyjskich w walkach pod Pieskową Skałą 4 marca (3 zabitych i 8 rannych). Bałamutna była jedynie rosyjska ocena strat polskich, podobnie zresztą jak ocena polska strat rosyjskich.
Rozdział VI opisuje obozowanie Langiewicza w Goszczy, przybywanie ochotników, bojowe użycie kosy, uzbrojenie, umundurowanie, organizację zgrupowania powstańczego, objęcie dyktatury przez Langiewicza.
Rozdział VII dotyczy dalszych marszów Langiewicza i bitwy chrobeskiej (17 III). Przy opisie tej walki brakuje wzmianki o szarży na wroga dwóch szwadronów polskiej jazdy, zatrzymanej przez błoto i odpartej ogniem, a także o stratach rosyjskich .
Rozdział VIII omawia bitwę pod Grochowiskami (18 III), odwrót do Wełcza, ucieczkę Langiewicza do Galicji i jego uwięzienie. Błędnie Kalwat nazywa 7mą kompanię smoleńskiego pułku piechoty strzelecką, w istocie była to rota liniowa. Nie podaje także informacji o stratach stron.
Rozdział IX omawia pobyt Langiewicza w więzieniu i wspomina walki ocalałego z rozsypki jego sił oddziału Czachowskiego.
Zastrzeżeń nie budzi dobór literatury.
Brakuje mapki ukazującej działania Langiewicza po wyjściu z Goszczy, a także pokazania na załączonej poruszeń oddziałów rosyjskich (s. 239). Z bitew na planach przedstawione są jedynie starcia pod Małogoszczą i Grochowiskami (s. 240-243), brakuje natomiast schematów pozostałych starć.
Podsumowując należy stwierdzić, że praca powinna zostać rozbudowana o dodatkowe mapki, plany, dokładniejsze opisy sił rosyjskich, strat stron, przebiegu walk. Autor powinien całkowicie zrewidować podejście do strat, zwłaszcza sił rosyjskich.

niedziela, 3 stycznia 2016

Ukrainne Zamki od Żydów administrowane wieczną ruiną upadły

O tym, że Żydzi obecnie szkodzą Rzeczypospolitej przekonywać nie trzeba. Okazuje się jednak, że nigdy z Żyda Polska pożytku nie miała. Wiedziano o tym powszechnie co najmniej od XVII w. o czym można przeczytać choćby w dokumencie zatytułowanym "Petitia do K[ró]la Jego M[oś]ci od Woiska w Prusiech na służbie będącego [...] wniesione die 4 may 1627" (BZNO, rkps II 1453, k. 29) gdzie czytamy m. in.:
Towarzystwa wiele, którzy posiwieli na służbie W[aszej]K[rólewskiej]M[oś]ci godni wszyscy łaski WKM ale na ten czas osobliwie [szczególnie] prosi Rycerstwo pokornie za P. Wo[jewo]dzicem Bracławskim [Mikołajem Potockim] Pułkownikiem y dawnym Rotmistrzem WKMci, który z dziecinnych lat swych ledwie wyszedłszy[1] do tego czasu statecznie y godnie służy WKMci tak że ani więzienia pogańskie[2], ani ostatnia niemal ruina oiczystey [ojcowskiej] iego substantiej nie odrazi go od służby WKMci, prowadząc roty takowe, które ozdobą są Woiska WKMci stawiaiąc y sam iako wielki Bochatyr wzorem cnót y męstwa obieraiąc się między Rycerstwem, ieśli ten nie odniesie M[i]ł[ości]w[e]y łaski WKMci iaką ochotę Bendą brali młodsi do służby WKMci, więc iedni są którzy maią nazbyt abutunq [oparcie z-?] dobrodziejstw WKMci ukrainne Zamki od Żydów administrowane wieczną ruiną upadły z nieoszacowaną szkodą WKMci y Rz[eczy]p[ospoli]tey. Starosty tam żadnego nie widać, bo tego maią wiele y więcey ieszcze biorą z Młwy łaski WKMci, piastował by na ręku [osobiście] ubogi żołnierz Zamek od WKM sobie powierzony, ani by Żyda czynił uczestnikiem dobrodzieystw WKMci y krwawych zasług swoich.
Jak widać przyszły niezbyt udany hetman wielki koronny miał dość chlubne początki kariery żołnierskiej. W tym czasie jego majątek znacznie ucierpiał w służbie królewskiej.



[1] Mikołaj Potocki w wieku 16 lat miał walczyć pod Smoleńskiem (1609 r.)
[2] Po klęsce cecorskiej w 1620 r.

sobota, 2 stycznia 2016

Czarno to widzę

W urzędowym piśmie polskojęzycznym wydawanym w Warszawie "Dzienniku powszechnym" w numerze 286  z  3 (15) XII 1863 roku znajdujemy na stronie 1 pod tytułem "Z prowincji" następującą zapiskę:
- Z Siennickiego. W gminie Piaseczno, po utarczce 23 października (4 listopada) (1) r. b. [roku bieżącego] nastąpionej, między trzema poległymi powstańcami znaleziono jednego murzyna (?) niewiadomego pochodzenia.
Nie wiem czemu po słowie "murzyna" redaktor umieścił znak zapytania, nie wiem też czy coś pisano o udziale murzyna lub murzynów w powstaniu styczniowym niemniej brzmi to interesująco.

(1) W nawisie data wg nowego stylu, w tekście wg kalendarza schizmatyckiego.

piątek, 11 grudnia 2015

Garść uwag o książce dotyczącej bitwy pod Łojowem w 1649 r.



Niniejszy wpis dotyczy książki Witolda Biernackiego, Łojów 1649. Działania wojenne na Litwie w latach 1648-1649, Zabrze-Tarnowskie Góry 2014.
Praca ta wg zapowiedzi jest rozszerzeniem książki tegoż autora:
Powstanie Chmielnickiego. Działania wojenne na Litwie w latach 1648-1649, Zabrze 2006
W tym miejscu pozwolę sobie tylko na uwagi ogólne, gdyż szczegółowe zawarłem w recenzji tej pracy wysłanej do redakcji Przeglądu Historyczno-Wojskowego. Jeśli recenzja ta się ukaże oczywiście poinformuję o tym na blogu.

Zgodnie z zapowiedzią jest to faktycznie rozbudowana wersje poprzedniej pracy, są nowe fragmenty w tekście, nowe aneksy, wykorzystano nowe dokumenty.

W pracy tej jest jednak wiele błędów, co nie dziwi wobec faktu, że autor dziękuje za szereg cennych uwag (s. 7) Maciejowi Franzowi, który znany jest z tego, że jego doktorat i habilitacja, dotyczące Kozaczyzny zaporoskiej, doczekały się miażdżących recenzji.
Pełne błędów są wszystkie (!) dygresje i fragmenty pracy dotyczące  walk z Kozakami i Tatarami wojska koronnego. Przykładowo Biernacki podaje nieprawidłowo czas zawarcia rozejmu z Kozakami w czerwcu 1648 r., zaniża co najmniej dwukrotnie liczebność sił kozackich pod Piławcami, błędnie przedstawia przebieg tej batalii, zaniża możliwości mobilizacyjne pospolitego ruszenia koronnego, rozgrzesza Ossolińskiego z pominięcia przy wyborze regimentarzy Wiśniowieckiego w 1648 r., błędnie opisuje sytuację w Koronie w przededniu walk zbaraskich w 1649 r. itd. Wiele tych potknięć spowodowanych jest wykorzystaniem niewłaściwej literatury w której zwracają uwagę przede wszystkim doktorat i praca habilitacyjna Macieja Franza, a także książka Damiana Płowego, którą już wcześniej pozwoliłem sobie zrecenzować:
Liczne błędy znajdują się także we fragmentach dotyczących wojskowości stron konfliktu. Biernacki zdaje się nie wiedzieć że husarze byli zamiennie zwani kopijnikami , twierdzi, że ostatnim starciem w którym husarze przełamali zwarty oddział piechoty zachodnioeuropejskiej był Kircholm (s. 96), przedstawia dwa schematy podziału pułku kozackiego (s. 125) z których jeden już dawno obalił Albert Borowiak.

Najlepszymi fragmentami pracy są te dotyczące stricte tematu, a więc walk na froncie kozacko-litewskim.

Większe zastrzeżenia mam tu tylko do opisu samej tytułowej bitwy. Podobnie jak w poprzedniej pracy Biernacki nadal utrzymuje, że Krzyczewski został wysłany na Litwę spod Konstantynowa około 3 lipca 1649 r. (s. 242, 244). W istocie, co stwierdza jedno z publikowanych w książce źródeł, pułk kijowski przybył pod Czarnobyl z Kijowa (s. 355). Zaniża też Biernacki liczebność sił kozackich w tytułowej batalii co wynika z niezrozumienia przez niego specyfiki wojska kozackiego, a przede wszystkim z niezauważenia w nim personelu pomocniczego (m. in. kobiet i dzieci). Sama bitwa przedstawiona jest w sposób często sprzeczny z przywoływanymi dokumentami. Większość tych sprzeczności daje się zauważyć przy lekturze cytatów z tekstu i przypisów, a przede wszystkim aneksów.
Niezrozumiałe jest np. dlaczego (wobec odkrycia nowych źródeł) Biernacki twierdzi, że kontratak husarii 31 lipca 1649 r. jazda litewska przeprowadziła na prawe skrzydło kozackie (s. 283-284, 286) skoro przywoływane źródła i rycina z "Theatrum Europeaum" są zgodne co do tego że celem szarży kopijników było lewe skrzydło przeciwnika. 

Mimo zauważonych potknięć zdecydowanie warto sięgnąć po nową pracę Biernackiego ale wystrzegać się opisów walk wojsk koronnych z wrogiem (te strony np. przekreślić, wyrwać itp), a także opisów wojskowości. Przebieg batalii łojowskiej warto natomiast skonfrontować z treścią cytatów, aneksów i przedstawionych fragmentów ryciny z "Theatrum Europeaum".

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Jak Pan Daniel Czaplicki do Zbaraża się przebijał



Zarówno czytelnicy „Ogniem i mieczem” jak i znawcy epoki dobrze wiedzą o nieprzyjaźni między podstarościm czehryńskim Danielem Czaplickim (starostą był Aleksander Koniecpolski, chorąży koronny), a przywódcą rebelii Bohdanem Chmielnickim. W pracy Władysława Andrzeja Serczyka natrafiamy na taki opis dotyczący wydarzeń z lipca 1649 roku:

Tymczasem już 12 lipca u starosty sokalskiego Zygmunta Denhoffa w obozie pod Brodami zjawił się podstarości czehryński Daniel Czapliński. Przerwał się jako pierwszy z wysłanników z oblężonego Zbaraża, przyprowadzając ze sobą schwytanego „po drodze” jeńca tatarskiego. Nie udała się natomiast ta sztuka Mikołajowi Zaćwilichowskiemu, wysłanemu razem z nim z polskiego obozu. Czapliński, będący – jak wiadomo – osobistym wrogiem Chmielnickiego, przez swój zatarg z pisarzem Wojska Zaporoskiego zaostrzył konflikt Kozaczyzny z Rzecząpospolitą, co ostatecznie doprowadziło do wybuchu powstania, wykazał się teraz niebywałą odwagą i zuchwalstwem. Z pewnością wiedział, że kozacki hetman wielokrotnie żądał wydania mu podstarościego. Na te żądania nie zwracano wprawdzie uwagi, ale w razie dostania się w ręce przeciwnika Czapliński nie mógł liczyć na zmiłowanie[1].

W rzeczywistości Czaplicki przebijał się ale w odwrotnym kierunku !
Informuje o tym źródło najprawdopodobniej znane Serczykowi, gdyż z wydania w którym się znajduje obficie korzystał w cytowanej pracy (znów uwspółcześniłem pisownię):

starosta sokalski […] ustąpił sam 12 praesentis do Brodów […] nazajutrz przyjechał też tam sam p. Czapliński, który był posłany na podjazd z panem Zaćwilichowskim za wiadomością oblężonego obozu; chcieli się koniecznie przebić do obozu i natracili niemało dobrych swoich wołoszy, ale temu dosyć uczynić nie mogli; o p. Zaćwilichowskim nie masz wiadomości, jeżeli się przebił do obozu, czyli go zabito, czyli pojmany[2]

Po zaznajomieniu się z nim zachodziłem w głowę jak Serczyk mógł się tak fatalnie pomylić. Być może w błąd wprowadził go fragment źródła, które wylicza między innymi chorągwie prywatne Koniecpolskiego jakie dostały żołd za obronę Zbaraża:

JMP. Daniela Czaplickiego […] za darownych ćwierci tylko dwie, ponieważ że nie ze wszystką chorągwią in obsidione Zbaraża zostawał, wedle decyzjej JMP. Komisarzów, na też koni nr 150 [3]

Pozostałe chorągwie Koniecpolskiego dostały za Zbaraż po 3 ćwierci darowne co sugeruje, że z tej chorągwi jedynie 100 koni wzięło udział w obronie. Jak jednak widać z poprzednio cytowanego Czapliński/Czaplicki nie tylko nie był tam z całą chorągwią ale nawet jego samego nie było w oblężeniu.
Warto dodać też, że to Zaćwilichowski zdołał się przedostać, gdyż skądinąd wiadomo, że brał udział w obronie[4]. Obalenie tego mitu nie zmienia jednak faktu, że Sienkiewicz robiąc z pana Daniela człowieka którym można sobie otworzyć drzwi, niewątpliwie uczynił mu wielką krzywdę. Zwłaszcza, że Czaplicki brał udział w podjazdach przeciw Kozakom już wcześniej , np. w 1648 r. przed bitwą piławiecką wraz z tym samym Zaćwilichowskim na czele 7-miu prywatnych chorągwi Aleksandra Koniecpolskiego rozbił podjazd kozacki.


[1] W. A. Serczyk, Na płonącej Ukrainie, Dzieje Kozaczyzny 1648-1651, Warszawa 1998,  s. 253.
[2] Nowiny z Ukrainy de data 15 july, [w:] Archiw Jugo-Zapadnoj Rosii, część 3, t. IV, s.286. To jedyne chyba źródło w którym spotkałem taką formę jego nazwiska. W pozostałych mi znanych występuje jako Czaplicki.
[3] Płk. Adam Sawczyński, Płaca pocztom panięcym w 1650 r., [w:] Przegląd Historyczno-Wojskowy, t. IX, z.1, s.122.
[4] Polecam moje ustalenia w tej mierze: M. Rogowicz, Bitwa pod Zbarażem 1649, Oświęcim 2013, s.118, 127, 138.